logotype

2010: Warszawa - Lwów - Złoczów - Zbaraż - Wiśniowiec - Krzemieniec - Poczajów - Olesko - Podhorce - Lwów - Warszawa

 


Wyświetl większą mapę

 

Piątek 01.10

   Wyjeżdżamy o 7.30 w dwa mota: ja i Andrzej na roadstarze. Mżawka z przerwami do samego Lwowa. Na przejściu w Hrebennem kolejka na 1.5 km a my boczkiem i po 30 min. Ukraina nas wita. Żółkwia i ok. 16:00 Lwów nas wita. Rozpakowanie sprzętów i z buta idziemy w miasto. Wieczorem Lwów żyje a nie idzie spać jak Warszawa. 

 

 

 

 

 

 

Sobota 02.10
 Rano mżawka a w TV słońce i pytanie jechać czy nie jechać. Jedziemy.
Kondomy nałożone i w trasę: Lwów - Złoczów - Tarnopol - Zbaraż - Wiśniowiec - Krzemieniec - Poczajów - Podhorce - Olesko - Lwów - ponad 400 km i 12 godzin w drodze. Skład ekipy: Wiktor na roadstarze - prowadzący (towarzysz wyprawy do Rosji i znawca ukraińskich dróg wszelakich), Andrzej "turysta" i ja zamykający. Dobrze, że po kilkudziesięciu km przestało padać i pokazało się słońce bo dobra droga to ostatnie 80 km. A tak to lawirowanie pomiędzy dziurami, łatami i garbami. 

 

 

 

 

 

Niedziela 03.10
  Słońce. Ostatni punkt programu to cmentarz Łyczakowski. Andrzej myślał, że złe drogi już widział. Na parkingu pod cmentarzem nie mógł dojść do siebie po tak ekstremalnej drodze: tory tramwajowe wystają kilkanaście cm ponad jezdnię i międzytorze. Jezdnia ze śliskiej kostki z dołami, wyrwami, muldami i koleinami. Daliśmy radę. Na granicy znowu moto górą, odprawa poza kolejką i po 45 min. całujemy nasz "dziurawy asfalt. 






Więcej zdjęć znajduje się w GALERII 

    2017  Motopodróże Maćka