logotype

2012: Kijów - Charków - Wołgograd - Saratow - Ufa - Czelabińsk - Omsk - Nowosybirsk - Irkuck - jezioro Bajkał - cz.2

  SYBERIA - 130 lat na 2oo - część druga relacji

 

20.07

 To już ostatni dzień w Irkucku Po śniadaniu znowu jadę w miasto. Trafiam na ulicę, gdzie stoją odrestaurowane drewniane domy. Piękne. Daję nogom w kość. Przez prawie 80 godzin niewiele będę ich używał.

Cały czas pamiętam o tym, że wszystkie podróże w Rosji odbywają się wg czasu moskiewskiego. I taki czas wyświetla się na dworcowym zegarze. Z tym co wyjąłem z Wojownika jadę na dworzec. Przed północą podstawiają mój pociąg relacji Ułan Ude - Moskwa.  Przedział dzielę z mamusią, której syn i mąż "za karę" jadą plackartą. Od prowadnicy dostajemy pościel. Doświadczam kąpieli w pociągu za 220rb. I idę spać. 


 

 

21.07

 

"Za oknem to samo co widziałem z motoru. Próbuję prowadzić życie towarzyskie. Tory też nie za równe. Pozdrawiam"

 

 

 

Próbuje prowadzić życie towarzyskie i konwersację z jedyną pasażerką mego przedziału. Ale ile można. Książkę "Długi Marsz" (na czasie) i świat Motocykli, które wziąłem szybko mi się skończyło. Pozostało spać i wychodzić na postojach na zakupy do babuszek.

  

Na ścianie korytarz jest rozpiska z czasami postojów na stacjach. Te czasy są różne od 1 minuty do 40 minut. Jest zatem trochę czasu na zakupy. Jest też słynny samowar do wrzątku, który działa non stop.

 

W tym pociągu już nie było zamykania wc przed stacją i otwierania po. Czasami trzęsie niemiłosiernie, czasami nie czuć, że się jedzie.

 

Czyli standard dróg żelaznych zbliżony do dróg asfaltowych.


  

22.07

 

Spanie, jedzenie i spanie to główne moje zajęcia.

 

Przejechałem pół Azji, czasami jedząc w fatalnych warunkach, i dopiero tu się zatrułem. Albo blinami z serem od babuszki albo lodem z kiosku. A moje wszystkie medykamenty jadą z Wojownikiem (po co jemu nie wiem). Mamuśka, dobra samarytanka, zaczęła faszerować mnie pigułkami i do rana przeszło. W nocy przejechaliśmy Ural i jestem znowu w Europie.

 

 

 

 

 

 

 


  

23.07

 

"wczoraj Maciek po raz kolejny omsknął się o Omsk i dziś rano ma być już w Europie"

 

 

 

Za oknem bez zmian: lasy, łąki, nieużytki. Zadziwiające, ale prawie nie widać pół uprawnych.


  

24.07

 

"dokladnie o 4.41 wg rozkladu po 4.500 km jestem w Moskwie. Wojownik jeszcze jedzie leniwie. Pozdrawiam"

 

 

 

No to już chyba do pociągu długo nie wsiądziesz, jezu 4500km. w pociągu 

 

 

 

  Punktualnie o 4.41 wg rozkładu po przejechaniu 4.500 kilometrów pociąg staje na dworcu Kazańskim. Jestem w Moskwie. Zostawiam  część bagaży w przechowalni i idę w miasto zagospodarować wolny czas. Wojownik jedzie jeszcze leniwie, będzie dopiero za 24 h. na sąsiednim dworcu Jarosławskim.

 

Nie udała mi się synchronizacja środków transportu.  Mimo wczesnej pory bardzo duży ruch wszelki. Na początek funduję sobie objazdową wycieczkę autobusową za 400 rb. Na noc rezerwuję sobie komnatę oddycha na dworcu Kazańskim (trzeba wszystkiego popróbować jak na turystę przystało). Za łóżko w trzyosobowym pokoju bez ciepłej wody zapłaciłem 1.950 rb. Po sąsiedzku łóżko w hotelu Leningrad kosztowało 300 euro.

 

Jadę metrem na Plac Czerwony.

 

Podziwiam zmianę warty. I wędruje po Arbacie. 

 

Tu spotykam motocyklistę, którego motocykl ma naklejkę Rajdu Katyńskiego.

 

Dostałem zaproszenie na wieczorne spotkanie, ale chyba mnie końmi nikt po tym spacerze nie zaciągnie. Za to za 530 rb jem kebab w postaci, jakiej nie widziałem.

     

 

Ta noc była najgorsza w tej podróży. Okazało się, że okno pokoju wychodzi na poczekalnię dworcową i byłem bombardowany zapowiedziami i bim bom. A żeby nie było lekko to współlokator cierpiał na bezdech nocny. Jak nie oddychał było cicho, ale łapanie powietrza potem to trudne do opisania. Próba spania skończyła się zabraniem zabawek do łazienki i było o kilka decybeli ciszej. Ale i tak już nie spałem.

 


  

25.07

 

"Dzis przed poludniem odebralem Wojownika i w droge. Daleko nie ujechalem. Moze kilometr jak stracilem aku. A bez aku ani rusz. I stoje tak sobie stoje jak podjechal pr.bajker. Sciagnal transport i dogadal motoservis. Transport gratis. Szkanie aku 6 vol w Moskwie to jak szukanie igly w. .... Udalo sie kupic 1200rub. Potem szukanie nowego miejsca bo inny gabaryt. Dostoswanie pod aku. Troche zajelo czasu. I znowu gratis. Potem nocny wyjazd z Moskwy. I motel za 2000 rub. To jak na tutejsze warunki tanio. Piwo i spac. Pozdrawiam (jeden dzien w plecy i nowi znajomi)"

 

 

Najważniejsze, że do przodu. Normalnie ciśnie się na usta "Motocykliści wszystkich krajów łączcie się" A znajomych zawsze warto mieć. 

 

 

 

Niezłe przygody.
Ja bym się chyba dawno poddał, albo zamówił taksówkę 

 

Niewyspany dzwonię do spedycji bagażowej z pytaniem o motor. Każą dzwonić o 10, bo jeszcze nie dotarły papiery. O 10 dzwonię i słyszę, żebym odbierał. Biorę wszystkie swoje rzeczy, z przechowalni także, i idę opłotkami zabudowań kolejowych, może 1,5 km, do spedycji po odbiór Wojownika. Dostaje sms-a od kochającej żony, w którym nie ma pytania o moje zdrowie czy co u mnie, ale jest pytanie cytuję ?co z motorem, przyjechał?? Jeszcze trzeba wypełnić własnoręcznie jakieś papierki, i tu pomaga jakiś klient,  ja czytam, ale jestem niepiśmienny w bukwach. A dalej to już z górki.

 

Rozbieram go z opakowania. Nic mu nie ubyło ani nie przybyło. Pakuję wszystkie graty i odpalam. Wszystko to odbywa się przy widowni. Może powinienem sprzedawać bilety, toby się część kosztów zwróciła. Wyjeżdżamy z tej plątaniny uliczek i dojeżdżamy do jednej z główniejszej ulicy, jak Wojownik odmawia współpracy. Benzyna jest, ale prądu brak. Zostało mu tylko 3,5 v. "Halo Huston - mamy problem." Bez sprawnego akumulatora nigdzie na 2oo nie pojadę. Co chwila mijają mnie ludzie mający motocykle, a ja przy rozbabranym motocyklu czekam na prawdziwego motocyklistę. I o dziwo w Moskwie taki się znajduje w osobie młodego człowieka imieniem Aleks na hondzie vtx. Po wymianie uwag co do wagi problemu, mówi, że wróci za godzinę i pomoże bo teraz się spieszy do fińskiej ambasady odebrać wizę żonie. Mają się wybrać na wycieczkę po Europie. Czekam spokojnie na wybawiciela. Jest. Obdzwania znajomych i załatwia serwis oraz transport Wojownikowi. Trzeba czekać. Przyjeżdża przystosowany samochód dostawczy z elektryczną wciągarką.

 

Pakujemy motor i jedziemy przez Moskwę do serwisu. Tutaj następna niespodzianka - transport mam gratis. Zbiera się konsylium mechaników. Takiego ?aparata? nie widzieli. Nie mają 6-voltowej ładowarki ani aerometru. Podpowiadam, żeby równolegle wpiąć w obwód 6-voltową  żarówkę to ładowarka 12-voltowa będzie ok. Tak robią, ale aku szybko się ładuje i rozładowuje. Aku jest złomem. Nie wytrzymało trudów tych dróg. Robi się duży problem. Dostaję od właściciela kierowcę z samochodem i jedziemy na poszukiwania 6 voltowego akumulatora. Po trzech godzinach i odwiedzeniu czterech miejsc kupuję za 1200 rb akumulator do czegoś, sprzedawca sam nie wiedział do czego to może być. Potem zaczęło się mozolne rzeźbienie wnętrza skrzynki amunicyjnej pod akumulator.

 

Trwało to kilka godzin. Zostało podłączenie instalacji i odpalanie. Wojownik jak zwykle nie zawiódł. Odpalił za pierwszym razem. Robi się wieczór, czas uciekać jak najdalej z Moskwy. Jazda Wojownikiem w nocy po Moskwie dostarcza sporą dawkę adrenaliny. Tu nie trzeba szybko jeździć. Wystarczy, że inni to robią za ciebie. Ale się udaję. Dojeżdżam na wysokość lotniska Wnukowo i znajduję motel w najbardziej luksusowej wersji, ze wszystkich mi znanych w Rosji, za jedyne 1700 rb. Jest mydełko jednorazowe, o szamponie i ciepłej wodzie nie wspomnę. Jest lodówka zimna i wi fi za darmo. Piwo i idę spać.


 

 

26.07

"Łukaszenka nie wyszedł na spotkanie. Pozdrawiam"

 

myślę, że jest to istotny powód, zeby mu wizy do Polski jednak nie dać 

 

Wyjeżdżam w kierunku Mińska. Droga z bardzo dobrym asfaltem i sporym ruchem. Na jednej ze stacji trafiamy na grupę żeńskich fanek Wojownika.

Także coraz więcej samochodów na polskich blachach. Przy kolejnym tankowaniu zauważam, że połowa lewej nogawki i but są zielone. W pierwszej chwili myślałem, że wjechałem w coś zielonego na szosie. Ale dotarło do mnie to, że to elektrolit z nowego akumulatora. Chłopcy nie żałowali lejąc pod korki. Mydlę nogawkę i but mydłem, żeby zneutralizować kwas. Spodniom nie zaszkodziło (mają wsad kewlarowy), ale buty mają wypalone dziury. Po drodze odwiedzam jeszcze dwa miejsca: lotnisko w Smoleńsku i Katyń. Miejsce katastrofy ogrodzone  i zarośnięte chwastami, po wypalonych zniczach i uschniętych kwiatach widać, że Polacy bywają tu bardzo rzadko.

Cmentarz w Katyniu zadbany i widać, że to miejsce jest częściej odwiedzane.

Przechodzę przez część rosyjską.

Cisza, jest niewielu odwiedzających tą nekropolię.

Na parkingu jednego kibica muszę opier? Bawi się moją bronią, a nie ma pozwolenia. Jadę dalej.

Kończy się Rosja a zaczyna Białoruś. Ta granica wygląda tak samo jak nasza w Unii. Bez kontroli zmieniam państwo. Ciekaw jestem, jak będzie wglądał mój wyjazd z tego "sajuza". Jedyna zmiana w krajobrazie to taka, że zamiast lasów, łąk i nieużytków widać dookoła obsiane pola i trochę lasów. Wszędzie czysto z dobrymi oznakowaniami poziomymi i pionowymi. Jest duża różnica na plus. Pomykam ?autostradą?, na wszystkich bramkach, zanim dojechałem do szlabanu to szlaban w górę i oddaje honory Wojownikowi. Nawet nie wiem, ile wynosi opłata. Podoba mi się. Ale na tej ?autostradzie? są przejścia dla pieszych, nawet wyprzedziłem jedną furmankę i kilka traktorów, o pieszych i rowerzystach nie wspomnę. Takie klimaty.

  

Nocleg wypada pod Orszą, w motelu za 1350 rub rosyjskich, ale mogą być też dolary i euro. Ciekawe. Mając trochę białoruskich funduję sobie kolację ( np. piwo za 17.000 brub). W liczeniu zer na banknotach gubię się. Najmniejszy nominał to banknot 10 brub. To jakiś ułamek naszego grosza. Na stacjach benzynowych wisi oficjalny cennik w dolarach, euro, rosyjskich rublach a na końcu w rublach białoruskich. I to pokazuje stosunek państwa do narodowej waluty. Dobrze że za paliwo mogę płacić kartą. Michał, na wiadomość o problemach z prądem, chce wymontować aku ze swojego wla i jechać z nim na podmiankę  na granicę. Nie ma takiej potrzeby, nowy nabytek trzyma doskonale napięcie. Dzięki Bracie. 


 

27.07

Dzisiejszym celem jest dojazd do Mińska. Na granicy miasta dzwonię do Dymitra, którego telefon dostałem od Bociana, po wskazówki, jak dojechać na spotkanie z nim. Przejeżdżam cały Mińsk w poprzek. Tym razem zasada koniec języka za przewodnika poprowadziła mnie nie w tę stronę. Po konsultacjach mam czekać, bo później już nikt mnie nie znajdzie. Dymitr przyjeżdża taxi śmiejąc się, że za to, co zapłacił taksiarzowi motocyklem dojechał by do Moskwy i z powrotem ( 40 $). Pilotuje mnie obwodnicą do swojego garażu. Potem mówił, że Wojownik jechał nawet 90 km/h.

Gospodarz osobiście jeździ jedynie słuszną marką (vulcan voyager). W tej chwili odbudowuje go po wypadku. Jedziemy rozerwać się w towarzystwie koleżanki gospodarza.

   

Spacer po mieście, spotkanie z właścicielem 2 litrówki, narodowa potrawa i piwo. Wracamy późno na krótki sen. 


  

 28.07

"blizej coraz blizej. Odpoczynek w Minsku wczoraj. Odpoczynek w Grodnie dzisiaj.Pozdrawiam"

 

Spokojny ranny wyjazd z Mińska na Grodno. W połowi drogi do Grodna dzwonię do Igora, którego poznałem 2 lata temu w Grodnie na zlocie. Prowadził wtedy gastronomię. Pamięta mnie. Umawiamy się na pierwszej stacji benzynowej w mieście. Jazda spokojna. Od Moskwy nie pada i jest gorąco. Nic się nie zmienił, tylko ja straciłem na objętości. Parkuję w centrum pod jednym z kilku jego biznesów. Oprowadza mnie po swoich ogródkach piwnych.

U niego narodowe danie to kiełbasa i frytki+ lidskie piwo. Namawia mnie na banię i grilla u siebie. Niestety umówiony już jestem z miejscowymi motocyklistami. Wieczorem ląduje  u Olega, właściciela goldwinga. Tu też impreza kończy się bardzo późno. 


 

29.07

Pobudka lekko opóźniona. Oleg wyprowadza mnie z Grodna w kierunku granicy. Do granicy tylko dwadzieścia kilka km. Jadę jak zwykle spokojnie. Na granicy pusto. Ale w budce celników siedzi młoda adeptka tego fachu i wklepywanie w komputer bardzo długo trwa. Mnie się nie śpieszy - widzę już Polskę. Jeszcze ostatnie fotografie i odpowiedzi i Polska wita. Z tej radości włączam syrenę i tak ciesząc się z powrotu, że wyłączam ją dopiero pod barem Sosny (tylko 3 km wycia). Sosna oprowadza mnie po swoim gospodarstwie. Tu dowiaduję się, że w Białymstoku jest impreza plenerowa z udziałem motocyklistów, na którą zostaję zaproszony. Do Białegostoku jadę w asyście kilku motocykli klubu Motoretro. Zbiórka pod Muzeum na Węglowej.

Dobrze się składa, bo tam nigdy nie byłem. Spotkałem nawet brata Wojownika, ale taki jakiś smutny i czysty chyba dlatego, że zamknięty.

Zjeżdża się spore grono motocyklistów, a wśród nich nie kto inny tylko Zbiherek. To już jest nas dwóch z Vulcanerii. Będzie raźniej. Widząc moje warszawskie blachy podchodzi jeden motocyklista (przemilczę jego imię) i pyta mnie bardzo poważnie, czy nie bałem się tym motorem przyjechać z Warszawy? Nie wiem czy uwierzył, jak mu powiedziałem, którędy jechałem z Warszawy. Potem była parada na imprezę, którą zakłóciła ulewa. Żegnam się Białymstokiem i jadę do Łap do Bociana. Silna wichura sypie piaskiem po oczach i tuż po ulewie w Łapach docieram do Bociana. Gadamy do późna w nocy, w międzyczasie dołącza do nas para z Białorusi. 


 

30.07

Żegnam bardzo miłych gospodarzy i w lekkiej mżawce obieram kierunek DOM. Do garażu dojeżdżam o 16 i mogę powiedzieć że zakończyłem swoją wycieczkę, że się udało wrócić na 2oo tak jak zamierzałem.

 

Co się dzieje z Maćkiem??
Nie trzeba Go odbijać z łap Łukaszenki??

 

 

 

 

Witam
Informuję wszystkich trzymających kciuki że mogą już je puścić i zacząć normalnie korzystać z dłoni. Moja wycieczka rozpoczęta 16.06 na 2oo i zakończyła w dniu dzisiejszym też na 2oo.
JESTEM W DOMU.
Dziękuję wszystkim trzymającym i nie trzymającym kciuki za kibicowanie.
Dziękuje Jackowi i Tomowi za przekazywanie informacji i obróbkę zdjęć na forum 
Dziękuję grupie wsparcia tech. za to że mimo dziwnych pór dnia i nocy odbierali telefony i sms.
Dziękuję Anremu i Bocianowi za to że wiedzieli kiedy do mnie dzwonić by podnieść mnie na duchu.
Dziękuję Michałowi za chęć wymontowywania cz. ze swojej wla i wysyłania ich do mnie.
Dziękuję wszystkim motocyklistom spotkanym na trasie którzy poświecili swój czas bym mógł kontynuować swoją podróż
Dziękuję rodzinie za cierpliwość i wyrozumiałość dla moich podróżniczych pomysłów
DZIĘKUJĘ BARDZO

 

Bój się Boga.
Nareszcie jesteś.

 

Witaj Maćku - gratuluję udanej "wycieczki" 

 

Wszystko dobre co dobrze się kończy. Gratulacje. 
Siergiejowi możesz pokazać znany gest.... 

 

Witaj , najważniejsze, że jesteś 

 

Dales czadu Bracie, szacun wielki 

 

Motocykliści to twardziele legenda od lat , Maciek to żywy przykład ,On dziadek, i jego starszy 70 letni zaufany przyjaciel Wojownik dokonali wyczynu nie lada !!!, Ja się zastanawiałem czy bym Maćka śladem pojechał?. Mam odpowiedź ! :,będę czyścił buty Maćkowi i polerował Wojownika za zgodą właściciela , MAĆKU ! Wielki SZACUN 

 

Witaj Maćku 
Twojego wyjazdu długo nie przebije żaden inny. To po prostu kwintesencja motocyklizmu. Szacun

 

Nie, nie Maćku to ja dziękuję TOBIE
Pozdrawiam
Krzysiek
Megula Czarnula

 

 Maćku - niesamowite foty.... tylko co Ty w przyszłym roku wymyślisz?

 

Macku a moze na Chinski mur?  Z niemsowni okolo 7000 km. normalnie ja bym skoczyl ,moze cos zaplanujemy?

 

Szacun, super klimat - no i to jest coś na takiej babci taki kawał drogi - młodzi co jadąc na weekendową wycieczkę i robią przygotowania logistyczne powinni brać z takich wyjazdów przykład I nawet bez Wi-Fi dałeś rade chopie.
Często żeby zrobić taki wyjazd ludzie muszą mieć nowe moto za 100 tysi + drugie tyle na tiuning - a tu dolniakiem na sztywnym tyle dało radę.
pozdrawiam

 

śledziłem Twoją wyprawę na jakimś portalu motocyklowym - duży podziw! prawdziwa przygoda motocyklowa!
tak jak koledzy napisali: prosta maszyna (choć WLA to już właściwie drugi koniec tej skali) + chęci wystarczą do wypraw ADV 

 

Maćku; budzisz nadzieje...
Patrząc na Twoje fotki dochodzę do wniosku, że nie pozostało mi nic innego jak tylko dbać o zdrowie bo najlepsze jeszcze przede mną
Moje gratulacje!

 

Pięknie, świetna wyprawa. Gratuluję wycieczki. HD spisał się jak widać, a kierownikowi szacunek za wytrwałość się należy.
Wiem teraz na pewno, że jeszcze wiele przede mną 

 

Nie no naprawdę nieźle - smaczków co niemiara!!!
Oglądając foty, serce się raduje, bo wiem że mnie też to czeka 
Może nie będzie tylu przygód w temacie spawalnictwa ogólnego, ale innych zapewne nie zabraknie!!!
Ale to kiedyś, tym czasem jutro do roboty 

 


 

 

PODSUMOWANIE

 

TROCHĘ STATYSTYKI

 

- w podróży byłem 44 dni

- z czego w siodle 30 dni (połowa w deszczu)

- na 2oo kołach przejechaliśmy ponad 11.000 km

- średnie dzienne przebiegi to ok. 370 km

- najdłuższy dzienny przebieg to ponad 600 km

- najkrótszy dzienny przebieg to 50 km

- pociągiem przejechaliśmy ponad 4.500 km

- wydałem 6.000 pln i 800 $

- siedem awarii  w tym pięć gdzie w użyciu była spawarka

- noclegi w motelach, u motocyklistów lub u dobrych ludzi  (nie

   miałem okazji sprawdzić samorozkładającego się namiotu)

- jadałem tylko w barach lub u dobrych ludzi, dopiero w Irkucku

   zrobiłem sobie kilka posiłków

 

DROGI

Nasi kierowcy narzekają na jakość dróg w Polsce. Narzekaczy obowiązkowo bym wysyłał na Ukrainę lub do Rosji celem  doprecyzowania pojęcia złe drogi. W założeniu mojej wyprawy nie było jazdy po lokalnych drogach. Trasa wiodła tylko drogami głównymi.

Nawierzchnia przez większość trasy była zła a czasami wręcz tragiczna. Zdarzała się też nawierzchnia o bardzo wysokich parametrach, ale to były niewielkie odcinki i niepowiązane w większą całość. W czasie jazdy skupiałem wzrok nie tylko na krajobrazach, ale także na tym co mam przed kołami. Obserwowałem kolor asfaltu, przytarcia zostawiane przez tiry czy cienie, bo zmiana koloru sygnalizowała albo gorszą nawierzchnię (rzadziej lepszą) albo uskok.

  

 

Co dla motoru ze sztywnym zawieszeniem było największą torturą (stąd liczne spawania bagażnika i ramy). Osobny temat to przejazd przez wiadukty, mosty, przepusty. Na 99 % mają na wjeździe i zjeździe uskoki w górę lub w dół a pomiędzy najczęściej asfalt w ruinie. Dlatego moja prędkość ze średniej 50-60 km/h spadała czasami do 20 km/h i mniej. Nie wiem dlaczego nawierzchnia na zjazdach ze wzniesień jest pofałdowana i jest gorszej jakości niż na wjazdach. Nie wiem też, dlaczego jakość nawierzchni na przestrzeni wielu kilometrów potrafi zmieniać się z różną częstotliwością od kilku do kilkuset metrów (dobra czarna, zła jasna, dobra czarna, zła jasna itd. lub odwrotnie). Na długim prostym odcinku taką drogę widać jako pasiastą poprzecznie. Oczywiście przy zmianie koloru musi być uskok.

   

Grawiejka to coś drogopodobnego, co pretenduje do miana drogi w przyszłości. To po czym jedziemy to kamienie o różnej wielkości (czasami głowy człowieka) pomieszanego z ziemią bądź gliną pełne kolein i jam.

Są dwie szkoły w pokonywaniu tego "zjawiska": wolna, którą ja preferowałem oraz szybka, którą preferują pozostali, wzbijając tumany kurzu lub chlapiąc błotem dookoła czyli na mnie.

    

MOP (punkty obsługi podróżnych) czyli stacje benzynowe, bary i motele generalnie nie mają utwardzonej nawierzchni więc większość tych parkingów potem jest na drodze, która w tych miejscach jest wyjątkowo nierówna (koleiny, łaty na dziurach, dziury i dochodzi jeszcze błoto z parkingów).

Bardzo niebezpieczne połączenie. Wszystkie stacje benzynowe na wjeździe i wyjeździe mają progi zwalniające, czasami bardzo wysokie, które pokonuje się ślizgiem

Osobnym tematem jest oznakowanie tych dróg a właściwie ich brak. Znaki informujące o MOP-ach pojawiają się kiedy je widzimy. Na skrzyżowaniach drogowskazy mówią szczegółowo o odległościach do wsi w bok ale ile jest do dużego miasta na wprost to rzadko (czasami nie było ich i 200 kilometrów) często w sposób mylący. Np. tablica mówi Irkuck 1650 km, po 30 kilometrach następna tablica mówi Irkuck 1700km, a jeszcze po kilku kilometrach następna tablica z napisem Irkuck 1600 km. Momentami miałem wątpliwości, czy jadę we właściwym kierunku. Jedynie miarodajne są małe tabliczki kilometrowe na poboczu. To na nich widać logicznie zmieniające się wartości. Ostatnie dwie liczby  na tych tabliczkach służyły mi do tego, żeby nie usnąć i do rozrywki , do wartości na tabliczkach dopasowywałem wydarzenia ?historyczne?. Najlepiej mi szło od 1953 roku.

Takie znaki informacyjne, jak poprzeczne garby czy brak drogi (grawiejka) i ile kilometrów tej rozrywki, nie ma. Po co straszyć kierowców.

Jednego jestem pewien, że jeżdżąc po Polsce można nabawić się klaustrofobii. Wszędzie blisko, przestrzeń przytłacza. W Rosji tego nie ma. Tak jak i zakrętów.

 

TANKOWANIE

Tankowanie na początku bardzo mnie wkurzało ze względu na dziwną logikę, której do końca nie zrozumiałem, ale się przyzwyczaiłem. Najpierw płacenie potem tankowanie to standard. Schody robią się przy haśle tankowanie do pełna. To, że nie zawsze można płacić kartą jakoś przeżyłem, ale to, że jak już można to nie można płacić kartą za tankowanie do pełna. Trzeba podać ilość paliwa jaka wejdzie "do pełna". I tu pojawia się błędne koło. Aby to przerwać podawałem wartość mniejszą i było ok lub większą i był problem, co zrobić z resztą paliwa w dystrybutorze? Jak nikogo nie było na stacji to było spuszczanie, jak ktoś był to lali mu te resztki z mojego tankowania po to, by móc wyzerować dystrybutor. Zdarzyło się także wiele razy że nie było przy tankowaniu żadnego problemu z ilością paliwa i formą płatności. I kto to zrozumie? Chyba tylko miejscowi.  

 

POLICJA

Poza jednorazowym kontaktem za 20 PLN z milicją na Ukrainie, pozostałe spotkania już z policją rosyjską miały charakter czysto towarzyski. Zestaw pytań standardowy. Skąd? Dokąd? Który rocznik? Ile kosztuje? Co to za aparata? (tłumaczę: co to za motor?). I wszędzie życzliwie, z uśmiechem i niedowierzaniem, że damy radę tylu kilometrom rosyjskich dróg. A na koniec "szczęśliwej drogi".

 

KIEROWCY

Jak mawiają Rosjanie, w Rosji jest najwięcej duraków, złych dróg i duraków na tych drogach. I to prawda.

99,99% kierowców, niezależnie jakim samochodem jedzie, czy to wypasioną furą czy to starym żiguli, musi ciebie za wszelką ceną wyprzedzić, o sekundę, dwie. I nieważne, czy z przeciwka coś jedzie czy nie. Ponieważ byliśmy w tym czasie najwolniejszym pojazdem w Rosji, nie raz z lewej wyprzedzały mnie po dwa samochody naraz, a w tym samym czasie jeden z prawej po poboczu i to wszystko na czołówkę z przeciwka. Nieraz także wyprzedzali mnie o grubość kurzu na ubraniu. Bywało bardzo gorąco. Ciekawa przemiana następowała, kiedy tych kierowców spotykałem pod barem, na stacji benzynowej. Wtedy doświadczałem mnóstwa sympatycznych gestów. Wychodziła wtedy dwojakość natury Rosjan

 

MIASTA

Nie lubię jeździć po miastach rosyjskich, bo poza zagrożeniem ze strony kierowców, którzy słabszych na drodze nie zauważają, dochodzi fatalny stan ulic i właściwie brak oznakowań,  zwłaszcza informujących o kierunkach wyjazdów z miasta. Spotkałem właściwie dwa miasta przyjazne dla mnie w moim odczuciu. To Czelabińsk i Kamerowo. Czysto, ulice przyzwoite i w miarę dobre oznakowanie.

 

CHUŻIR

Wieś na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie totalnego bałaganu, w budownictwie, infrastrukturze.

  

 

Nie ma takich zdobyczy cywilizacji jak kanalizacja czy szambo, wodociągi, ulice z jakąś utwardzoną porządnie nawierzchnią. Robi wrażenie miejsca z trzeciego świata. WC to przysłowiowe sławojki, ale bez miejsc do siadania tylko dziura w ziemi i pozycja ?na Małysza?.

 

Do codziennej higieny służą ciekawe urządzenia w kształcie naszych spłuczek z zaworkiem uruchamianym ręką poprzez podnoszenie go do góry. Pod spodem umywalka + wiadro na brudną wodę. Właściwa higiena odbywa się w baniach i to jest niedościgły wzór dla Zachodu. Bo jej właściwości są trojakie. Po pierwsze wzmacnia organizm, poprawiając krążenie i uodparnia na przeziębienia, po drugie doskonale ?czyści? ciało, po trzecie można zrobić pranie. Wodę do przydomowych beczek dostarcza woziwoda beczkowozem ze studni głębinowych.

 

Ulice trudno nazwać ulicami, są to po prostu gruntowe trakty, wokół których każdy buduje, jak chce, z czego chce i co chce, chowając to za szczelnym wysokim parkanem.

 

 

 

Strony nie mają znaczenia tylko cel się liczy. Miejscowi potrafią jechać samochodem (w większości obowiązuje kierownica z prawej strony) nawet na drugą stronę ulicy. Ciągle się śpiesząc, wzniecają tumany kurzu. Po ulicach oprócz samochodów i innych pojazdów pieszo poruszają się głównie turyści, a z miejscowych mieszkańców to krowy, wydając swoje ulubione dźwięki, mają wszędzie absolutne pierwszeństwo. Krowy są właściwie samoobsługowe, nie wiem tylko co z dojeniem, same wychodzą do ?pracy? i same wracają.

Ze współczesnych zdobyczy cywilizacji jest też internet mobilny, niestety drogi. Jedna minuta to koszt 3 rubli lub wi-fi za 150 rubli na dobę.

Mieszkańcy głównie nastawieni na obsługę turystów, których jest coraz więcej. Wynajem pokoi, bary, wypożyczalnie rowerów quadów, motorówek itp, wycieczki po wyspie i rejsy wokół niej. Ceny dość wysokie. Podam kilka przykładów zakładając w uproszczeniu, że 10 rubli to 1 złoty:

- piwo 50 rubli

- omul wędzony na gorąco bardzo smaczny 50 rubli

- barszcz czerwony 100 rubli

- pozy 30 rubli sztuka

- jabłka 1 kg 90 rubli

- łóżko na kwaterze 300 rubli

- bania 100 rubli

- litr benzyny 92 oktan 27 rubli, na lądzie jeszcze taniej

 

  

Transport czy to do miasta (Irkuck) czy to wycieczki, to mam wrażenie, że jest pod kontrolą jakiejś ?głowy?. Niby wożą niezależni kierowcy lub małe firmy, niby jest konkurencja, ale rozliczanie za kursy następuje centralnie w jednym miejscu.

Turyści, oprócz wydawania pieniędzy, bardzo śmiecą, wszędzie straszą porozbijane butelki, psując widoki.

Oprócz Chuziru jest jeszcze kilka małych wiosek, ale one są prawie wymarłe i w ruinie,  prawdopodobnie za kilka lat znikną z krajobrazu.

 

LUDZIE

Rosjanie bez samochodu to bardzo życzliwi, pomocni i bezinteresowni ludzie. Mogę tak mówić z perspektywy wielu awarii Wojownika i drogi jaką przejechaliśmy. Nie tylko motocykliści, ale zwykli ?cywile? poświęcali swój czas prywatny lub służbowy, by pomóc w naprawie, bym mógł jechać dalej, realizując swoją wyprawę, nie biorąc ode mnie ani kopiejki. Gościli mnie przysłowiowo ? czym chata bogata tym rada?. Nigdy też nie czułem się zagrożony (poza szosą). Na swej drodze spotkałem tylko wspaniałych ludzi z małym wyjątkiem pod Omskiem, kiedy jeden Uzbek chciał sobie przywłaszczyć aparat fotograficzny. Ale się szybko zresocjalizował i aparat do mnie wrócił. Ten incydent nie zmienił mojego zdania o ludziach Rosji.

I dlatego dla tych spotkań z Rosjanami i tej przyrody warto jechać do Rosji nie oglądając się na niewygody i niedostatki infrastruktury.

 

 

                 

   

 

Za rok, jak zdrowie i sponsorzy dopiszą, jadę znowu na wschód do Władywostoku i dalej do Japonii i Milwaukee by świętować 110 rocznicą powstania H-D. 

 

Galeria zdjęć - cześć 1

Galeria zdjęć - część 2

Galeria zdjęć - część 3

 

 

 SPONSORZY WYPRAWY:

 alt

    2017  Motopodróże Maćka