logotype

2012: Kijów - Charków - Wołgograd - Saratow - Ufa - Czelabińsk - Omsk - Nowosybirsk - Irkuck - jezioro Bajkał - cz.1

SYBERIA - 130 lat na 2oo - część pierwsza relacji 

  (16 czerwca - 30 lipca 2012 r.)

 

Uczestnicy wyprawy: 

motocykl - Harley wla rocznik 42

kierowca - Maciek rocznik 53
 

 

PRZYGOTOWANIA

 

Przygotowania do wyprawy na Syberię de facto zaczęły się z chwilą, kiedy zabrałem się za remont motocykli h-d z 42 roku a było to trzy lata temu, w 2009 rokz tego powstanie wojowniku. Rozpoczynając remont, wpadłem na pomysł jazdy wojskowym WLA w moim ulubionym kierunku na wschód, do miejsca marzeń, na Syberię, nad Bajkał. Wszystko co później robiłem było podporządkowane tej idei.  Przede mną było mnóstwo pracy i wydanie sporej ilości gotówki.  Priorytetem był wojak i to jemu przypadały części w lepszym stanie i to on ma najwięcej oryginałów.

 

Założyłem, że mój wkład w restaurację motorów ograniczę do montażu, lakierowania i koordynacji, a resztę, czyli remont silników, skrzyń biegów powierzyłem Andrzejowi Gradomskiemu,

a zdobywanie brakujących części Romanowi Kosteckiemu.

Składanie rozpocząłem w lutym 2011 roku

 


 

 

 

Próbne krótkie jazdy odbyły się już na początku sierpnia. Wojownik pierwszą prezentacje miał na Motoparku a Biała Dama w Jaworzynie Śląskiej na zakończenie sezonu klubu Wild Road Star. 

Do późnej jesieni udało nam się przejechać po ok. 2000 km każdym z motorów. Mnie też potrzebny był remont. W grudniu przeszedłem operację biodra. I w czasie rehabilitacji miałem czas na opracowanie planu i celu wyprawy. Przy pomocy Badgera, kolegi klubowego,  powstała strona www.podrozemacka.pl. Jeszcze udało się pozyskać patronów medialnych takich jak Świat Motocykli, Chopper  Magazin, Automobilista, Czytelnia Motocyklowa, Motogen, Motoradio. Ze sponsorami poszło mi znacznie gorzej. Bo oprócz własnej firmy (Pracownia Stolarska) to firma XADO dostarczyła ulepszacze do silnika, sk. biegów w nanotechnologii i olej na całą podróż oraz firma Forbiker.

Czyli generalnie jadę za własne pieniądze.  Może to i dobrze - mniej papierów do wypełniania. Zamawiam do Wojownika centralny kufer aluminiowy, który maluję na kolor motoru i oklejam logami patronów i sponsora.

 

Na dwa tygodnie przed wyjazdem mam jeszcze sprawdzian motocykla pod pełnym obciążeniem do Węgierskiej Górki na rozpoczęcie sezonu klubu Wild Road Star.

Po tym teście muszę zrobić nową wzmocnioną płytę montażową centralnego kufra (część pod karnisterek 5l się odkształciła) oraz wymienić kosę na oryginalną, bo replika nie dała rady takiemu obciążeniu. Płytę zrobiono według mojego pomysłu, a kosę pożyczył Roman. I to byłoby na tyle w temacie przygotowań.

 

 

 

           

 

 

 Aaaa coś na niedźwiedzie wziąłeś? Może jakiś spray jak na komary 
Powodzenia i nie daj się, wracajcie z moto zdrowi i w całości.

 

 WielkiSzacun 
Też marzę o wielkich podróżach , tu nie ma odwagi do realizacji
Człowiek zawsze coś wymyśli ,a to kasa ,a to czas
Wiadomo dla Chcącego nic Trudnego
Powodzenia Mentalnie jestem z Tobą

 

Maćku - przyjacielu... Jedź i w pełni zdrowia wracaj pełen wrażeń i najwspanialszych opowieści
Szerokości, przespanych nocy, zdrowia, pełnego baku i otwartych drzwi "tubylców" Ci życzę

 

Rozpiska trasy w kilometrach.



Wyświetl większą mapę

Irkuck           P 418                                        127 km

Wierszyna

 

15.06

"Zostało tylko 24 h do godziny "W" czyli wschód . Trzymajcie kciuki za Wojownika i za mnie. 
 Pazdrawliaju was i daswidania - nie te litery ale akcent chyba dobry?"

  

   

  


16.06

"Maciek od dwóch godzin we Lwowie. Śpi u Wiktora "pod kościołem". Niestety Wiktor wybył w Bieszczady, zostawił Maćka na gospodarstwie, ale nie zostawił ani hrywny na internet. Podobno droga do Lwowa "cud, miód, palce lizać" - piękna i pachnąca. Na granicy w Hrebennem mnóstwo kibiców i każdy chciał mieć z nim zdjęcie - ale na karabin nikt nie chciał się wymienić .
Maciek serdecznie dziękuje wszystkim chętnym do odprawy, ale celowo kluczył żeby nikt go nie złapał. Ale i tak mu się nie udało - specjalne podziękowanie dla Mirada, za wytrwałość w pogoni na trasie oraz obstawę do Ryk.
Dla chętnych, Maciek informuje, że da się odprowadzić jutro rano ze Lwowa w kierunku na Kijów"

 

Maciek pozdrów tamte strony-dawno tam nie byłem a pięknie TAM jest. może jeszcze kiedyś się wybiorę uważaj na zdrowie -TAM piją SZKLANKAMI

 

Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień rozpoczęcia mojej wyprawy. Taksówka zamówiona na 6.00.

Jeszcze wczoraj nie miałem paszportu z białoruską wizą. Wszystko przez panie z biura turystycznego, bo pomyliły moje zamówienie na rodzaj wizy.  Dobrze, że mnie coś tknęło i przy odbiorze sprawdziłem, co mi wbito do paszportu. Rosyjska wiza 2-krotna na 3 miesiące, białoruska 2-krotna tranzytowa, a miała być turystyczna 1-krotna. I nerwówka, czy zdążą w trybie ekspresowym zrobić mi taką jaką chciałem. Zdążyli (ta wiza już gratis) i dzięki temu może pod koniec sierpnia pojadę na wizie tranzytowej na zlot do Lidy. Cały  bagaż spakowany w piątek wieczorem wg listy, którą pisałem kilka tygodni. 

Pobudka. Nie ma czasu się zastanawiać nad pytaniem "czy ja dobrze robię"?

W garażu melduję się o 6.30. Ostatnie sprawdzanie mocowania bagażu i wypycham Wojownika na ulicę, co by nie budzić mieszkańców.

Do grona żegnających dołącza redaktor AUTOMOBILISTY.

 

Wojownik nie odpala za pierwszym razem jak zwykle, ani z drugim, ani za trzecim, ani... Albo on ma stracha albo ze zdenerwowania  coś poplątałem w procedurze odpalania. Dałem 10 min na ochłonięcie.  Odpalił.

Sprzęgło, jedynka, gaz.

Sprzęgło, dwójka, gaz.

Sprzęgło, trójka, gaz (na tym skala biegów się kończy) i tyle nas widzieli.

Przez  pierwsze kilometry wczuwam się w ciężar Wojownika. Chyba wziąłem za dużo klamotów.

Na obwodnicy Garwolina dogania mnie Mirad. Żeby dotrzymać kroku Wojownikowi musiał wypuścić 82 konie na łąkę. I tak jego koniki hasały aż do Ryk.

 

Po drodze odwiedzam chrześnicę, co by złożyć życzenia z okazji jej ślubu. Nie mogła przełożyć tej uroczystości a ja wyjazdu.

  

Śniadanie tradycyjnie w Bidzie i dalej powolutku Lublin, Zamość i granica w Hrebennym. Jak zwykle omijam kolejkę.

 Pogranicznicy są łaskawi i przepuszczają dziadków na czoło kolejki. Z okazji Euro 2012 zmieniona organizacja odpraw. Obie odprawy odbywają się po stronie polskiej szybko i sprawnie. Wojownik robi za gwiazdę. On sobie stoi i jemu robią zdjęcia a ja jestem jego rzecznikiem prasowym i odpowiadam na stały zestaw pytań. Skąd, dokąd, który rocznik i ile kosztuje? Jeszcze tylko wymiana złotówek na hrywny i kierunek Lwów. Droga z doskonałym asfaltem do samego celu dzisiejszego dnia.

 

 

 

 

 

 

Wiktora nie ma we Lwowie. Wyjechał z dziećmi w Bieszczady. A więc będę sam na jego "gospodarstwie". Kolacja + piwo i spać.

 


17.06

 

"Maciek wczoraj dotarł do Żytomierza - spał u sióstr zakonnych. Nie wiem o czym to ma świadczyć"

 

Jedynie o dobrym guście !!!

 

Rano msza i poświęcenie Wojownika. Dokładne poświęcenie wszystkich elementów. 

 

  

 

Pożegnanie ze znajomymi i kierunek Kijów. Tankowanie Wojownika, tankowanie mojego pasibrzucha i ? Dojechałem tylko do Żytomierza myśląc o noclegu pod dachem. W czasie jazdy po mieście usłyszałem dźwięk który przyprawił mnie o dreszcz i myśl ?koniec podróży ?? Okazało się, że tak paskudnie hałasuje aparat zapłonu. Konsultacje z zespołem wsparcia technicznego ( ZWTech.) Kilka kropel oleju na wałek aparatu, poskutkowało i zapadła błoga cisza oprócz patataj silnika. Nocleg ze śniadaniem u sióstr zakonnych. 12$ 

 


18.06 - 600 km

 

"Witam. Jeszcze żyjemy. 

 

Wojownik dowiózł mnie do Charkowa - 600 km. Droga do Kijowa super ale dalej 50 na 50. Nie wiem jak On ale ja mam płaską d ..i sztywny kark ( masaże nic nie pomogły). Muszę się przyzwyczaić, że trąbienie to oznaka pozdrowienia a nie opier... Wojownik robi za gwiazdę a ja tylko jestem jego menager. Czasami mam problem w dopchaniu się do Niego. Wczoraj miał wapory , w aparacie mu zgrzytało , ale po konsultacjach w zespole wsparcia technicznego i kilku kroplach oleju wapory mu przeszły. Dziś śpię u Karmelitów Bosych a Wojownik w rezydencji Biskupa (i kto gwiazdorzy?)"

 

 

Wyjeżdżam skoro świt z zamiarem dojechania do Charkowa. Do Kijowa droga ok. Gorzej przejazd przez samo miasto. Muszę się przyzwyczaić do tego że trąbienie to nie oper? tylko pozdrowienie. Tankowanie Wojownika, tankowanie mojego pasibrzucha i ?Im bliżej Charkowa tym kierowcy jeżdżą coraz bardziej po chamsku. Na trzeciego, na czwartego, na czołówkę. Moja syrena temperuje te ich skłonności. Powinna właściwie wyć cały czas.

 

Dzwonię do biskupa Buczka i umawiam się na głównym placu miasta. Motor zostaje na parkingu przy katedrze a my idziemy na spacer po mieście. Spotykamy brata zakonnego, który zabiera mnie na kwaterę i długie polaków rozmowy. Pierwszy dostęp do netu. 

 


19.06

 

"Reaguję troszkę późno, ale jednak. 
Maciek wczoraj był już pod granicą z Rosją.
przygody?? pogawędka z Milicjantem, mandat a potem wspólne zdjęcie - koszt: ok 20 PLN"

 

 

Po pysznym śniadaniu odbieram motor i z kierowcą biskupa jadę do siedziby XADO, a potem na cmentarz oficerów polskich.

 

I znowu tankowanie, kafe, tankownie, czasami syrena dla poprawienia porządku na drodze. Wojownik dostąpił nawet zaszczytu tankowania przez panie pompiarki. Dojeżdżam do skrzyżowania, które wygląda jak lotnisko, na którym wpierw pojawiają się pasy ciągłe a potem strzałki. Z zasady trzymam się prawej strony jezdni, czyli znalazłem się na pasie do skrętu w prawo. Myślałem że nikt nie widzi, szybki myk i halt i na pobocze. Ciągną mnie do centrum kontroli skrzyżowania i pokazują film z Wojownikiem. Wezwali nawet tłumacza, tylko nie wiem dlaczego angielsko-ukraińskiego (może miało to związek z euro albo chcieli być światowi). Dogadaliśmy się po polsku i rosyjsku (było swojsko). Zastartował z pułapu 1000 hrywien, a stanęło na 50 hr. (ok. 20 PLN).

 

Dołożył jeszcze pozowanie do fotografii i informację, gdzie znajdę motel. Bungalow po remoncie za 200 hr., wyłożony sosnową pachnącą boazerią. Motor parkuję i wiążę pod oknem. Piwo i spać. Jutro granica UA - RUS w Nowoszachtinsku. 

 


20.06

 

  "Witam 
Stalingrad zdobyty. Zostałem zgarnięty z ulicy przez bajkera na imprezę i nocleg. Wyjaśniło się dlaczego przez 500 km nie widziałem na trasie żadnego motoru, bo wszyscy balują w miejscu imprezy.
Pozdrawiam"

 

 

 Ach.......fajnie niektórym. Pozdrawiam.

 

 

Ach... fajnie... fajnie.... marzę i marzę i w końcu wymarzę 

 

ha! hitlerowi sie nie udało a nasi zdobyli

 

Jak juz stalingrad zdobyles to trzeba by cie wyniesc do rangi Generala albo Marszalka Polowego 

 

 Wyjeżdżam skoro świt (to już standard). Robi się coraz goręcej (temp. powietrza dochodzi do 30 st. przy asfalcie do 40 st). im bliżej granicy tym droga coraz gorsza. Na przejściu pustawo. Rosjanie pomagają wypełnić mnóstwo kratek w ich formularzach wremiennego wwozu pojazdu. Sesja zdjęciowa i mnóstwo pytań na temat wycieczki i Wojownika.  Wszyscy: mundurowi , cywile i ja bawimy się dobrze. Przez to odprawa trwała całe 1,5 h. Pierwsze tankowanie: 1 litr benzyny 92 to ok. 2,5 pln. Tanio jak woda mineralna. Nic tylko lać i jechać jak najdalej. Tak też mam zamiar zrobić. Drogi przyzwoite. Obieram kierunek Wołgograd. Upał coraz bardziej doskwiera.

 

Wołgograd jest miastem rozciągniętym wzdłuż Wołgi. Trochę trwało zanim zobaczyłem olbrzymi pomnik i kurhan Mamaja. Ogrom postaci i widok na rzekę i miasto robi wrażenie.

 

Wieczór i zaczyna się szukanie motelu. Zero informacji albo mój wzrok nie potrafi tej informacji wypatrzeć. Podjeżdża bajker ze standardowymi pytaniami: skąd, dokąd, w czym może pomóc itp. Wykonał jeden telefon. "masz spanie, jedziemy". I tak załapałem się na imprezę motocyklową i nocleg u Juricza. Było z kilkanaście motocykli, to dlatego nikogo nie spotkałem w trasie. Rozegrałem dwie partie w bilard. 0:2 dla mnie (pierwszy raz w to grałem) Vulcaneria górą. Otrzymałem za zgodą zainteresowanych telefon do Barona z Saratowa. Piwo i spanie.  

 


21.06

 

Rano trochę marudziłem i nie było wyjazdu skoro świt. Pierwsza koszulka zmieniła właściciela.

 

Bardzo duży motocyklista na bardzo małym motorku był moim przewodnikiem po mieście (zakupiłem kartę do telefonu) i poprowadził mnie na rogatki. Gorąco i koszmarny asfalt to nie jest dobre połączenie. Tył podskakuje, zaczynają drętwieć ręce. Co to będzie dalej, jeżeli po kilku dniach mam takie problemy. Kto kogo: ja dolegliwości czy dolegliwości mnie? Pożyjemy zobaczymy. W krajobrazie nuda do kwadratu. Stepy i stepy. Droga omija wsie i miasteczka. Coraz uważniej patrzę pod koła. Każda zmiana koloru asfalty, każde przytarcie, każdy cień to może być uskok, na którym mogę polecieć w "kosmos". I mimo to, było kilka momentów, kiedy oczami wyobraźni widziałem siebie w rowie. Za to Wołga piękna i szeroka. Udało się, jestem w Saratowie. Nocuję w klubhausie.

 

Impreza, pogaduchy, piwo i spać. A jeszcze dostaje telefon do Andreja, który czekać będzie na mnie w Samarze. 

 


22.06

 

Rano Baron wyprowadza mnie poza miasto. I tu pierwsza gleba, duży próg na połączeniu drogi gruntowej z asfaltem, lewoskręt, duży ruch, za dużo gazu i bęc na lewą stronę. Niestety, aby go postawić do pionu potrzebna pomoc. Droga zmienia się z przyzwoitej w tragiczną. Koleiny, progi, jamy, łaty i do tego zaczął padać deszcz. Ucieszyłem się, jak zobaczyłem tablicę z napisem Saratów 199 km. A wku.. się jak po 2,5 h. jazdy prosto ujrzałem tę samą tablicę. Do dziś nie wiem jak to się stało. Byłem szczęśliwy jak przestałem mieć déja- vu. Tędy jechałem i tędy aż krzyknąłem z radości ?tu mnie nie było? to znaczy nie jadę po własnych śladach. Droga coraz trudniejsza, woda ?wyrównała? mi asfalt + fontanny spod kół wyprzedzających samochodów + wszechobecne błoto przy mijanych skrzyżowaniach i wyjazdach z parkingów, stacjach benzynowych. Krótko mówiąc przechodzimy prawdziwy chrzest drogowy i się hartujemy. Do Saratowa dojeżdżam pod wieczór w olbrzymiej ulewie. Czekając na przewodnika, nie miało sensu chowanie się przed deszczem. Wodę miałem wszędzie. Andrzej mój przewodnik prowadzi mnie po nocy przez cale miasto do klubhausu Nocnych Wilków. Dobry asfalt na zmianę z dziurami i tak 20 km. Na tym torze przeszkód czuję, że tył Wojownika zaczyna żyć własnym życiem. Ja w prawo on w lewo. Czuję, że będzie duży problem. Na dodatek przy przejeździe pod ostrym kątem przez tory kolejowe przednie koło wpada w szczelinę przy szynie i bęc zaliczam drugą glebę tego dnia, tylko na prawą stronę i kask mi się przydał. Po godzinie kluczenia przez miasto dojeżdżamy do celu. Wojownik parkuje w hallu.

 

A ja wylewam, wyżymam, wyciskam wodę z czego się da. Sani robi doskonałą kolację. Demontuję bagażnik, w którym połamane są tylne płaskowniki. Dla gospodarzy ma to być drobnostka. Ale to jutro. Teraz prysznic i spać. 

 


23.06

 

Rano z Sanim robimy zakupy na obiado-kolację +4l piwa z rozliwa. Za dnia mogę podziwiać budynek klubhausu, robi wrażenie. Jak wyremontują będzie super. Powoli schodzą się i zjeżdżają klubowicze. Ktoś zabiera bagażnik i wywozi w miasto a my po śniadaniu jedziemy w miasto. Ja samochodem a reszta na 2oo zaczęła hasać po mieście. Potem był koncert, potem impreza w lokalu, potem impreza w klubie.

 

 

 Jak wróciliśmy do klubu to bagażnik był już pospawany, wzmocniony, a nawet polakierowany na kolor wg przyjaciół ?prawie idealny?. Składanie odbyło się przy udziale Wilków. Inaczej być nie mogło. Jak wspomniałem o zapłacie to była prawie obraza.

 

Idę spać a impreza trwa nadal. Jutro czeka mnie Ufa. 

 


24.06

 

"Jutro zaatakujemy Ural i może zobaczymy Azje. Pozdrawiam forum. Nadal nie ma internetu w tej cz. Europy"

 

 - zapytałem czy oleju nie brakuje i oto odpowiedź:


"Chyba w głowie, Drogi dają nam w kość. Wojownikowi więcej, jest już po kilku implantach a mój tyłek coraz twardszy."

 

 

 Rano udało się znaleźć trzeźwego do pilotowania do granicy miasta. Trochę to trwało, ale się udało. Nie pada, o dziwo. Droga nie ma zamiaru się poprawić. Tył skacze na wszystkie strony, czasami mam problem, by wygasić amplitudę podskoków. No i stało się. Znowu straciłem kontrolę nad tyłem Wojownika. Urwane ucho na ramie, do którego mocowany jest bagażnik i wspornik błotnika mocowany do ramy. Wiążę bagażnik do ramy przy pomocy pasków i jadąc powoli szukam miejsca ze spawarką. Po 20 km takim miejscem okazała się wulkanizacja. Obok motel. Czego chcieć więcej? Rozpakowanie motocykla i bagaż do motelu. Właściciel ściąga pracownika do pomocy, ja demontuję bagażnik i przygotowuję Wojownika do operacji. W ruch idzie szlifierka kątowa.

 

Nie mogę patrzeć, idę napić się piwa. Wspornik błotnika wycięty, z płaskownika gr. 6 mm wygięty nowy i przykręcony (to usprawnienie się sprawdziło i w tym punkcie nie było już problemów). Ucho dospawane do ramy i zrobiło się ciemno. Składanie zostawiam sobie na rano. Ratownicy nic ode mnie nie chcą, nawet piwa. W takim razie stawiam piwo sobie i piję zdrowie cywilów Rosjan.

 Maciek super klimaty dawaj jak bedziesz mial chwile wiecej fotek !!! Szerokosci !!!

Co oni robia Wojakowi ?!
 

 


25.06

 

Rano szybkie składanie i w drogę. Mijam Ufę i biorę kierunek na Ural na Czelabińsk. Droga raz dobra raz do d? Najgorsze to poprzeczne garby, uskoki. Trzęsie niemiłosiernie. Prędkość czasami spada do  20-30 km/h. Tiry, tiry, tiry są wszędzie. I prosto, brak winkli i pod górkę 5-8% i z górki na pazurki.

 

Nareszcie pomnik Azji. Stoję jedną nogą w Europie a drugą w Azji, jednym słowem w rozkroku. Malutki krok i jestem na innym kontynencie. Niesamowite uczucie. Sekundę wcześniej byłem w Europie.

 

Ural za nami a przed nami Czelabińsk. Dzwonię do Konstantina ( telefon z Polski, jest dziś w Kurganie u rodziny), ten przekazuje mnie Żeni.  Pytam miejscowego kierowcę o drogę. Słuchając wskazówek ?prosto, potem w prawo, potem w lewo i znowu prosto potem ?.? robię coraz większe oczy w końcu słyszę ?jedź za mną tak będzie szybciej i prościej?. I tak trafiam do domu Żeni i Alony.

 

Kolacja i rozmowy do późna + dostęp do netu.

 

"Witam 
Jestem juz po tamtej stronie w Azji. Kilka fotek przesłałem Jackowi (opiekunowi medialnemu do kontaktów z forum - brzmi nieźle?) Trochę Wojownik ucierpiał na tych drogach, ale dzięki braciom Słowianom jedziemy dalej. Na Uralu prawie nie ma zakrętów, nie wspominając o winklach, a o Rosji nie wspomnę. Idę spać bo Syberia czeka. Z czasem jestem 4 h na plusie. 
Pozdrawiam"

  Maćku - szczęścia życzę. 
Wojowniku - walcz, po to jesteś stworzony
.

  Ja pieniczę, czujecie co Maciek pisze?
To nie jazda dokoła komina, czy przelot przez kawałek Polski,
oczywiście nikomu nie ujmując.
Gość zsuwa wzdłuż Azji.......
Na motocyklu starszym od niego.
A ja jestem w tym Klubie co Maciek......
Otwieram browara za tego MOTOCYKLISTĘ.
Byle duma mi łba nie urwała 

 

 Wrzuciłem dotychczasową trasę tak bardzo orientacyjnie w GoogleMaps...

tu

O ja pier.... 

  

O ja też.....

  

Gratulacje !!! jak widać nie szybkość na moto się liczy tylko pasja. 
Na ostatniej fotce, u wrót Azji na straganie sprzedają noże i upominki ?

 

Dobrze czytam? 

  

A ja myślałam, że Lazurowe jest daleko ;)

Maćku
 

 

 


26.06 - 280 km

 

Zrobiłem się bardzo leniwy w tej Azji. Spałem do 10, może dlatego że moje łóżko było 100 m od geograficznej Syberii. Rodzina bardzo gościnna. Marzą o zamieszkaniu w Polsce. On anestezjolog, Ona ałdowanapsycholog i prowadzi biznes internetowy.  W sierpniu będą w Warszawie na egzaminach z języka polskiego. Umawiamy się na golonkę. Ulice zadbane i oznakowane robią pozytywne wrażenie, które psuje kultura kierowców ( h?). Na mojej drodze staje biały kotek z różnokolorowymi oczkami.I nawet pozuje do zdjęcia.

  

Szybka wymiana $ na ruble i doładowanie komórki i szybki wyjazd z miasta. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię jeździć po miastach rosyjskich. Chyba za duży stres dla mnie. Leniwie jadę do Kurganu, to tylko 280 km.

 

 

 

 

Spotykam się z Konstantym na wylocie z miasta. Bardzo dobrze mówi po polsku. Jestem zaskoczony, bo to Rosjanin. Nie zdążyłem ruszyć, jak zatrzymał się tir na polskich blachach. Jedzie do Nowosybirska. Rozmawiamy o drogach w Rosji i o tej, która jest przede mną. I już wiem, że czeka mnie niedługo pierwsza grawiejka. Dostaję na pamiątkę spotkania książkowy atlas Rosji (chyba nie spodobała mu się moja mapa samochodowa, gdzie Moskwa i Irkuck są na jednej stronie).

 

Nocleg w motelu (bez łazienki w pokoju) za 1100 rb+60 rb parking. Ceny coraz wyższe a standard coraz niższy. Zanosi się na deszcz.

 


27.06

 

Faktycznie robię się coraz bardziej leniwy, spałem od 18 do 6 rano. Niestety ranek wita mnie deszczem. Przełamuję się i ubieram wdzianko p. deszczowe i w drogę. Zimno. Kierunek Iszmin.  I tak dojeżdżam do głównej ?atrakcji? dzisiejszego dnia: grawiejki w wersji na mokro.

 

 Trudno opisać to, co się działo z Wojownikiem, te podskoki do góry i na boki w tempie 10 km/h, drętwiejące ręce i nogi, a także ściśnięte pośladki i gładka tafla błota skrywająca jamy, koleiny, olbrzymie kamienie.  Jednym słowem były to najgorsze moje 20 kilometry w życiu. Błoto mam nawet między zębami a Wojownik już jest brudny jak świnia. Na tym łez padole dogania mnie wczorajszy tirowiec i zaprasza do swojej kawalerki na przerwę i kawę.  Zaliczył awarię (kamień przeciął mu przewody hamulcowe). Z zazdrością patrzę na to jak jest ubrany i że mu sucho. Niestety trzeba wyjść z przytulnego wnętrza i wsiąść na zmokniętego Wojownika. Bez ostrzeżenia droga staje się gładka tylko zostaje błoto , które po 30 km też znikło spłukane w końcu przez deszcz, odsłaniając to co lubimy najbardziej. RÓWNY ASFALT. Szczęście nasze trwało tylko 100 km. Zgubiłem światła. Jestem cały mokry, czas na motel. JEST. Tylko 400 rb w pokoju 5-osobowym (ale byłem sam). Recepcjonistka w szoku, bo co stawiam krok to kałuża wody. Każe się nie ruszać, ściągać ubranie i tak zostawić, bo ona zajmie się sprzątaniem i suszeniem ( trochę bardziej suchą część odzieży zostawiłem na sobie). Jestem bardzo zmęczony i obolały. Prysznic i spać. Jeszcze robię listę, co mam zrobić z rana przy Wojowniku

 

1.światła

2.regulacja sprzęgła

3.sprawdzić ol. w silniku i sk. biegów

4.regulacja łańcucha

5. sprawdzić śruby i miejsca spawane

 


28.06 - 350 km

 

"Wczorajszy dzien najgorszy tylko 300 km w deszczu. Przejechałem najgorsze moje 20 km drogi grawiejka w wersji na mokro. Opatrzność czuwała i błota nie zaliczyłem, ale Wojownik brudny jak świnia. Dzisiaj drugi dzień w deszczu. Omsknąłem się o Omsk. Jutro kierunek Nowosybirsk"

 

 

Syberia to moje marzenie... Dobrze, że są tacy co mogą to realizować i dzielić sie tym szczęściem z innymi 

 

Wisi chmura deszczowa. Spalona żarówka główna. Szybki serwis i w drogę, kierunek Omsk. Znowu deszcz i zimno. Z rękawiczek kapie woda. W odpowietrzniku silnika pojawia się ?masło?. Całe szczęście, że woda dostała się tylko do rurki odpowietrznika i ciśnienie w skrzyni korbowej mieszankę wody i oleju wyrzuciło na zewnątrz. Ciekawie to wygląda,  taki usmarkany silnik.

 Ale przez chwilę ciśnienie mi podskoczyło. Organizm chyba przechodzi kryzys. Kręgosłup daje o sobie znać, drętwieją ręce, kark, lewa noga traci czucie i mam problemy z obsługą sprzęgła. By to wszystko uruchomić muszę robić częstsze postoje. Czasami co kilka kilometrów. Ale do celu coraz bliżej. Na granicy Omska w wulkanizacji przesmarowuję wszystkie kalamitki (gratis). Zastanawiam się co będzie jak wrócę do Polski i będę musiał robić jakieś serwisy, czy to też będzie gratis?

 

W końcu omsknąłem się o Omsk i ląduję w motelu za 500 rb.

 


29.06 - 420 km

 

"Zapierdolili mi aparat. 2h trwało jak się odnalazł. 160 km do Nowosibirska. Dogonili mnie rosyjscy turyści na V-max. Wracali z Abchazji. Tez polmali mota. Jak na warunki rosyjskie droga przewidywalna. Pozdr"

 

 

Tym razem pobudka o 7. Szybkie pakowanie i zonk - nie mam aparatu foto. Sprawdzanie bagażu i nic . NIE MA. Pierwsza myśl to że go zgubiłem po drodze. Ale nie, pamiętam, że po przyjeździe robiłem zdjęcie misiowi w klatce cierpiącemu na sierocą chorobę (stał i kiwał się na boki non stop-wrażenie koszmarne jak i jego więzienie). Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy go miałem ostatnio w ręku. Drugie to że zapierdolili mi aparat. Aparat jak aparat stary był, fakt robił dobre zdjęcia, ale najcenniejsza to karta pamięci. Przecież nie będę wracał, aby znowu robić zdjęcia do dokumentacji. Stawiam na nogi administratora. Świadkami jest wiele osób z obsługi jak i podróżnych. Dopiero jak zacząłem przebąkiwać o telefonie na policję podchodzi do mnie z zawiniątkiem jeden z ?kibiców? i mówi ?jakbym wiedział że szukasz aparatu to bym dawno Tobie go oddał, zostawiłeś go przy motorze?. Mój stres związany z całym tym zamieszaniem trwał 2 h.

 

Chwila na uspokojenie i w drogę. Kierunek Nowosybirsk. Droga przewidywalna pogoda tak samo-deszcz na początek. Potem zdejmowanie i zakładanie 3 razy, bo miało padać, ale nie padało. A jak nie założyłem to zaczęło padać, dobrze że krótko. Krajobraz od wielu dni monotonny. Tylko tajga i łąki. A najfajniejsze to zapachy z łąk, które czuję nie przez kilka sekund jak w Polsce tylko dziesiątkami minut. Pi pi pi doganiają mnie rosyjscy motocykliści, którzy wracają z Abchazji. Motocykle po przejściach, brudne, połamane, powiązane na troczki i druty ale na chodzie.

 

 

 

Jeden z nich jest z Nowosybirska i deklaruje się, że jutro poprowadzi mnie do dilera XADO w celu zakupu oleju silnikowego (listę dilerów w tej części Rosji otrzymałem w centrali XADO w Charkowie). Przed nocą nie dojadę do Nowosybirska, czas szukać spalni. Udaje mi się znaleźć wolne miejsce za trzecim podejściem. Na początek dostaję karcer za 400 rb bez okien i wentylacji, a za 600 rb miałem już okno i świeże powietrze.

 


 30.06

 

"Witam i dzikuje za slowa otuchy. Proste drogi i powoli mijajace km z predkoscia 70-80 km/h sa dolujace, wiec spiewam ( pewnie dlatego nie widzialem zadnego zwierza - boja sie takiegio wyjca ) ale nie tancze . dojechalem do Kemerowa. 30 km prawdziwej autostrady. Opatrznsc spotkla mnie z miejscowym bajkerem , dalszy ciag do przewidzenia. Jutro planuje wymiane lancucha i kier. Irkuk. Czas + 5 h
Pozdrawia"

 

 

 Może repertuar nie ten? Są przyzwyczajone do innych pieśni. Jak słyszą "Jolka, Jolka" czy "Przeżyj, to sam" to nie wiedzą co o tym myśleć. Uważaj na wątrobę Ten naród wiele potrafi. O ile wiem, dzierżą wszelkie rekordy ilości promili we krwi

SZEROKOŚCI!

Ps. 4litery dają radę? Wygodne to siodło?

 

 

Wracam do wcześniejszych przyzwyczajeń, co do godzin wyjazdu w drogę, 6-7 godzina to jest optymalny czas. Można się rozruszać bez nadmiernego tłoku na drogach. Często wyjeżdżam o tak zwanym ?suchym pysku?. Jem dopiero w drodze, kiedy adrenalina mi się skończy.

 

Na granicy Nowosybirska dzwonię do Siergieja, mojego przewodnika, i jedziemy przez całe miasto. Dzięki temu szybko załatwiam zakup oleju i w drogę. Kierunek Kamerowo. Za radą Siergieja jadę boczną drogą podobno mało uczęszczaną i lepszą. Na pewno mało uczęszczaną ale czy lepszą? Miejscami z naciskiem na MIEJSCAMI (małymi) droga była super, ale tak było nawet na drogach, które przejechałem. Nie wracałem, by sprawdzić główną drogę. Na wjeździe do Kamerowa szok, autostrada PRAWDZIWA, ale tylko 30 km. Opatrzność znowu czuwała nade mną i spotkała mnie z miejscowym motocyklistą, który akurat jechał do Nowosybirska, jak mnie zobaczył. Zawrócił, by zadać standardowe pytania skąd? dokąd? w czym może pomóc? Potem potoczyło się jak zwykle, telefon do przyjaciół, podprowadzenie na spotkanie z miejscowymi. Pożegnanie z przewodnikiem, bo jemu mus jechać do Nowosybirska (tylko 300 km a już wieczór). Potem jazda do klubhausu i standardowa impreza do późnej nocy.

 

Wojownik zostaje a ja z Lochą jedziemy taxi do niego na nocleg. Jeszcze na dobranoc mogę skorzystać z netu.

 

Na jutro planuję wymianę łańcucha. Na 12 umówiony jest specjalista do zakuwania łańcucha.

 


1.07

 

"Wczoraj zabalowałem więc dzisiaj dzień krótki. Wymienilismy łańcuch+kilka rosyjskich usprawnień w Wojowniku w we mnie. Do Irkucka 1600km. Pozdrawiam"

 

 

 Ja pier....le!!! szczeka opada, rewelacja!!! 

 

 

Trudny rozruch, leniwie się zbieramy z Lochą. Powolny spacer przez miasto, robi się gorąco. Dziwne jak dzień jest ulgowy to pogoda super, ale jak tylko się zbliżam do Wojownika zaczyna się chmurzyć i mam duże szanse załapać się na większe lub mniejsze moczonko. W tym temacie opatrzność mnie nie rozpieszcza, ale widać nie można mieć wszystkiego naraz. Ulice równe, czyste, widać że miasto ma gospodarza. Śniadanie w knajpce, pozy i łagman mniam. Docieramy do klubhausu. Koledzy próbują skończyć to, czego nie skończyli wczoraj, a ja szykuję wojownika do wymiany łańcucha. Wpada Żenia  i zanim cokolwiek powiedziałem, trzymałem w ręku rozcięty łańcuch. Przy okazji okazało się, że śruby mocujące bęben hamulcowy do piasty zaczęły się wykręcać.

 

 Znowu Opatrzność czuwała. Deszcz czy sprawny Wojownik to wolę, żeby Opatrzność czuwała nad Wojownikiem, bo ja wolę moknąć na jadącym motocyklu niż stać przy popsutym w deszczu. W międzyczasie gadamy z Żenią o trudach podróży na sprzęcie bez amortyzacji i o bolącym kręgosłupie pod koniec każdego dnia. Tak tym wszystkim się przejął, że zaprowadził mnie do swojego garażu na usprawnianie Wojownika podnoszące komfort jazdy (dodatkowa sprężyna pod siodło) oraz na usprawnienie mojego kręgosłupa. Ale to zrobiła lekarka: zastrzyki w d... + całe plecy w plastrach i torba z zastrzykami, plastrami, pigułkami przeciwbólowymi, tak na wszelki słuczaj. 

 

 

Nikt nie zwrócił uwagi, że " moja lekarka " to lotna premia godna każdego wysiłku.
Dla mnie teraz wszystko jasne. Brawo  

Z usunięciem plastrów później był problem. Nie do wszystkich mogłem sięgnąć ręką. Byłem zmuszony do usuwania przez ocieranie plecami o kant drzwi. Trochę swojego DNA zostawiłem na Syberii. Ze względu na późną porę Żenia odprowadził mnie do najbliższego motelu. Zaszalałem i wziąłem sobie pokój lux (1200 rub) z możliwością prania i suszenia.  

 


2.07

 

"Z Kemerowa wyjazd w deszczu i tak do wczesnego popołudnia. Spotkanie 3 bikerów ros. z carservicem w drodze nad Bajkał. Przed Krasnojarskiem zostałem przejęty przez tutejszych bajkerów na nocleg i serwis (się ma znajomości). Idę spać. Czas +6 h. Pozdrawiam."

 

 

 

Rano o 6 budzi mnie walenie w drzwi. To Żenia wpadł przed pracą wypić ze mną kawę. A miałem ochotę pospać ciut dłużej. Ze spania nici, ale z dobrej pogody także nici. Zanim się popakowałem zaczęło padać - to ja do łóżka. Ale zew drogi wyciąga mnie  spod kołdry i wsadza we wdzianko przeciwdeszczowe. Przed wyjazdem z Kamerowa dostałem namiary do motocyklistów we wszystkich większych miastach na mojej trasie.

 

 Celem na dzisiaj miało być miasto Achińsk, a dojechałem aż do Krasnojarska. Bo pogoda i droga się poprawiła. Po drodze dogonili mnie rosyjscy motocykliści jadący wygodnie, bo bez bagażu nad Bajkał. Bagaże jechały w samochodzie zaplecza technicznego. Jak ja im zazdrościłem ?lekkości? motocykli. Przed Krasnojarskiem spotykam dziadka Kolę w towarzystwie dwóch motocyklistów, którzy wyjechali na spotkanie. I w takiej eskorcie pomykamy żwawo obwodnicą miasta do domu dziadka Koli. Kolacja i rozmowy do późna.

 


3.07 

 

"Witam. Stara prawda, że zaczynając dzień nie wiesz jak się zakończy. Zacząłem w słońcu a zakończyłem w deszczu i noclegu u bajkra w tajdze. Po drodze łamiąc motocykl i reperując u człowieka który ma hd z 1938 roku. Życie pełne jest niespodzianek. 
Pozdrowienia dla kibiców."

 

Jak mówi stare nomen omen rosyjskie porzekadło: "Wszystko jest możliwe, niemożliwe wymaga tylko trochę więcej czasu i uporu." 
Maciek po prostu pokazał że to prawda. Wielki szacun 

 

Pogubiłem się trochę z przestawianiem zegarka i wstrzymałem wyjazd gospodarza do pracy o 1 h. Poranek zapowiada się obiecująco bo bez deszczu. Celem na dziś jest Niżna Połnia. Do Kańska droga nie robi mi żadnych niespodzianek. 

Ale obwodnica miasta to już masakra. Grawiejka w wydaniu na sucho też nie należy do przyjemności.  

 

Zamiast błota jest kurz, który mam wszędzie, w oczach, ustach, a ubranie zmieniło kolor na jasno szary. Mijające samochody zostawiają takie tumany, że jadę bardzo powoli i na wyczucie. Niestety taka jazda kończy się jamą i 3 połamaniem tuż przed wyjazdem na asfalt. Kiedy szacuję straty zatrzymuje się dwóch Ukraińców na wypasionych BMW, którzy są w drodze przez Pamir na Magadan.

 

Żałują, że nie mogą pomóc (nie mają turystycznej spawarki). Rozglądam się za warsztatem jakimkolwiek. Młodzi ludzie pilotują mnie kilkaset metrów do warsztatu samochodowego. Podjeżdżam chwiejącym się motocyklem, wychodzi właściciel, patrzy na Wojownika, bierze mnie za rękę i prowadzi do piwnicy, a tam widzę 2 (słownie dwa) harleye z 1938 roku. Fakt, nie na chodzie i bez opon, ale i tak słyszę, jak szczęka uderza o beton. Szok.

 

 

Żeby przyspawać urwane ucho ramy wspornika bagażnika muszę zdemontować koło.

 

 

 

spawanie w klapkach, bez koszulki i w okularach przeciwsłonecznych - twardziele!!!

 

 

 

Prawdziwi twardziele robią to bez prądu - samym oddechem 

 

Po zdjęciu koła okazuje się, że nity mocujące zębatkę na bębnie poluzowały się i zaczęły się wysuwać. Mogę sobie tylko zadawać pytanie, co by było, gdyby się ścięły nity, zniszczył zębatkę i stracił napęd? Opatrzność czuwała i na to pytanie nie mam odpowiedzi. Rama pospawana, zębatka zanitowana i dla pewności przyspawana do nitów. I znowu gratis. Alek z Niżnej Pojmy wracając z Krasnojarska przyjeżdża po mnie i czeka na zakończenie montażu. W pośpiechu, bo wieczór za pasem, wrzucam mu do bagażnika moje bagaże i dziękując mechanikom ?gonię? samochód Alka przez pierwszy kilometr. Potem zaczął padać deszcz, a wdzianko ujechało samochodem. Dobrze, że to tylko 100 km dobrej drogi, także nie wszystko miałem przemoczone i mogłem jechać po ciemku. Nie wiem, czy pisałem, ale światła to raczej są do ozdoby. Niżna Pojma to wieś w środku tajgi. Alek pokazuje swój motocykl, nówka sztuka mało śmigana po Syberii - Vulcan Vojager I jak zwykle rozmowy do późna.

 

 


4.07

 

"Zacząłem dzień dobrze, kilka grawiejek w wersji na sucho aż do ostatniej tego dnia. Jutro wojownika znów czeka spawanie."

 

Ujmę to tak:
Za jakiś rok -jak już będę w VC - usiądę z kumplem przy browarku i pokażę mu parę zdjęć. Popatrz tu gość ze złomu złożył 2 harleye. WOW. A tu na jednym z nich pojechał na Syberię. O k...a! To jest mój kolega z Klubu. I wtedy będę dumny.
Za 20 lat przyjdzie wnuczek i spyta. Dziadku gdzie jest Syberia? Pokażę mu fotorelację, może przeczytam książkę "Maciek na krańcu świata" , i znów powiem z dumą - To mój kolega. 
Pozdrawiam
SZACUN
 

 

Czy Maciek jedzie sam ?.

 

TAK, i to jest niesamowite, tylko On i Jego Wojownik. 

 

Już nic nie piszę, bo wszystko już jakby wypisane.. Pozostaję pod wrażeniem wielkiej determinacji i wspaniałej konsekwencji w spełnianiu marzenia, marzeń. Też bym tak chciał. Ale czy będę umiał ? Ale czy się odważę ? Nos z ciepełka wychylić dalej niż 10godzin jazdy od parkingu ? Możekiedyś.... Mam wzór do naśladowania..

 

Tak patrzę na mape i patrzę... Toż on to ma teraz z tego Irkucka bliżej do Los Angeles niż do Warszawy... 

 

Startuję z rana, choć Alek kusi basenem, grillem i następną imprezą. 

Pogoda ok, ale droga już nie. Co kawałek to roboty drogowe, objazdy po wertepach. Po raz pierwszy korzystam z kanistra z rezerwą paliwa, ale przez to, że po drodze jedna stacja miała awarię. Paliwa zabrakło na 500 m przed celem, kiedy był w zasięgu wzroku. Potem zaczęła się grawiejka, której końca nie było widać (brak jakiejkolwiek informacji). Kiedy widzę jakąś wieś znowu wpadam w głęboką jamę, wybicie w górę i tył tańczy. Na dziś koniec podróży. Poszło znowu ucho przy ramie. Tym razem z lewej strony. We wsi jest motel, bar i wulkanizacja. Czego chcieć więcej. Opatrzność znowu czuwała. Spawanie będzie dopiero jutro z rana. Przed barem stoją zabytki techniki radzieckiej.

 

 Właściciel wsi jest kolekcjonerem. W motelu (400 rub) najgorsze warunki, z jakimi miałem do czynienia w całej mojej podróży.

 

 


5.07

 

Z rana właściciel osobiście spawa ramę i klnie na polskiego "motocyklistę", który w zeszłym roku ukradł wkłady reflektorów z jednego z zabytków (ma monitoring swoich włości i wszystko miał nagrane). Wstyd jak diabli. W duchu liczę, ile przyjdzie mi płacić za takiego debila. Ale było jak zwykle gratis. 

 

Kierunek Irkuck. Za wsią dalszy ciąg grawiejki , tajgi i tak przez 30 km. Zaczyna kropić deszcz. A mnie nie chciało się zakładać ochraniaczy na buty. Potem już była ulewa i na zakładanie było za późno. Woda przelewa się miedzy palcami. I tak przez 300 km. Dzwonię do Farnika, że nie dojadę dziś, a ten ?co nie dasz rady, dobra droga? - zachęca. I dałem radę, jak już robiło się ciemno. A droga nie była dobra.

 

Na granicę miasta przysłał kolegów, bo sam pracuje na nockę. Koledzy pilotują mnie do motelu (900 rub warunki super) . Wojownik parkuje w hali napraw tirów.

 


6.07

 

"Witam. Dzisiaj dzień oddycha . Wojownik odpoczywa w serwisie tirow ,odpoczywa moja dupa . Ja szagaju po Irkucku. Wczoraj 300 km w b.duzym deszczu. wszystko przemoczone. dobrzy motocyklisci z granicy miasta zaprowadzili do motelu a wlke do suchego garazu. Rano jako plecak na nomadzie zawieziony zostalem przez prezydenta TORNADO IRKUCK do centrum. Jutro kierunek wyspa Olchon. czas +7 h.Pozdrawiam"

 

No to się kawałek przejechałeś dobrym sprzętem. 

Pozdrawiam Cię.

Pisz więcej. 

 

Super Maćku - zazdroszczę Ci tego Irkucka jak diabli - miło wspominam - .. niegdyś prawie 80% ludności to Polacy - tak więc - prawie każdy do kogo się zwrócisz - ma - miał - kogoś z Polski to bardzo miłe 
Olchon? cudnie - .... rób więcej zdjęć 

  

Za oknem słońce. Zapowiada się piękny dzień. Ok. 10 przyjeżdża Farnik, oczywiście Vulcanem (nomadem), i zabiera mnie w formie plecaka do Irkucka do centrum. Szybki objazd ze wskazaniem miejsc do obejrzenia i odwiedzenia. Umawiamy się na popołudniowy telefon i zaczynam pieszą wędrówkę po mieście. Jest piątek, dzień ślubów. Co chwila mijam młodożeńców i ich świty w asyście filmowców. Spory ruch na bulwarze Angary. Flesze strzelają, gołębie fruwają, kłódki zamykane trzaskają. Dobrze, że jest trochę turystów, bo w tym towarzystwie czułbym się głupio. Zaliczam banki, wymieniam dolary i pobieram z bankomatu, robię zapas forsy na Olchon. Odwiedzam Konsula Generalnego. Krótka rozmowa i herbata. Znajduję internetowa kafejkę  i ślę następne fotki i pocztę. Potem łażenie między drewnianymi domami Irkucka.

 

 Poznaję topografię miasta. Wędruję w kierunku dworca kolejowego. Zaczynam przypominać sobie, do czego służą nogi. W czasie trzech tygodni jazdy na motorze niewiele chodziłem i nogi zaczęły mutować w koła. Pod dworcem czekam na transport.

 

 Przyjeżdża Farnik z propozycją przeprowadzki do niego na noc. Jedziemy po Wojownika, a na niebie zbierają się deszczowe chmury. Szybkie pakowanie i powolna jazda kiepskimi ulicami Irkucka. Musimy przejechać prawie całe miasto. Im bliżej miejsca przeznaczenia tym asfalt gorszy. A na ostatniej ?prostej? z asfaltu zostały malutkie kawałki i dopada nas burza pod samym garażem. Długie rozmowy itd. i itp.  

 

 


7.07

 

 Farnik rano wyprowadza mnie z miasta i na pożegnanie znowu zakładam wdzianko. Zapowiada się, że go długo nie będę zdejmował. Atrakcją na drodze są krowy, które chodzą jak chcą, leżą gdzie chcą i trąbienie nic nie pomaga.

 

Ustępują z dużą niechęcią tylko na dźwięk syreny. Krajobraz się zmienia na stepowy i pagórkowaty. Im bliżej jeziora deszcz coraz mniejszy aż przestaje padać i ukazuje się słońce. Przed dojazdem do promu jeszcze mam 30 km grawiejki.

 

Prom jest darmowy. Na promie przyklejają się turyści, którzy na początek próbują mnie namówić na stakańczyk. Jak to nic nie dało to wciskają mi w bagaż świeżo złowione omule. Podróż trwa ok. 20 minut.

 

Na wyspie niestety jest tylko tarka grawiejka bez możliwości objechania jej. Zaczynam gubić ryby. Turlam się do ostrego wzniesienia. Motor gaśnie, zaczyna zjeżdżać do tyłu. Ręczny hamulec za słaby do takiej masy. Przed niekontrolowanym zjazdem do tyłu ratuje mnie ?arużje na złych ludzi?, które wyciągam z kabury i podtaczam sobie nim pod tylne koło spory kamień. Mogę odetchnąć. Jestem cały spocony. W tych warunkach z trudem odpalam motor i na jedynce, nie zważając na tarkę wspinam się na szczyt. Szczyt osiągnięty, ale tracę napęd. Przejechałem 1/3 odległości (15 km), brak zasięgu komórek. Totalne pustkowie. Oględziny zewnętrzne nic nie dały, problem jest gdzieś wewnątrz ukryty przed wzrokiem. Podejrzewam sprzęgło.

 

 W tym miejscu nic się nie da zrobić, żar leje się z nieba. Pierwszy raz Wojownik nie dowiózł mnie do celu i będę musiał skorzystać z transportu. Przejeżdżający próbują coś pomoc, ale bez transportu do Chuzir (a to jeszcze 30 km) nic nie będzie. Proszę tylko o poszukanie i przysłanie transportu dla Wojownika. Czekając na transport zatrzymuje się patrol specnazu. Po standardowym zestawie pytań zaczynają zatrzymywać ciężarówki. Ale wszystkie mają bardzo wysoko skrzynie ładunkowe i nie mamy szans wciągnąć Wojownika. Dajemy sobie spokój i postanawiam czekać na pomoc z Chuziru. Po trzech tygodniach doświadczeń w Rosji jestem jakoś spokojny o to, że pomoc nadjedzie wcześniej czy później. Po 2 godzinach nadjeżdża ratunek w postaci ciężarówki i Igora. Krótkie pertraktacje co do ceny (z 3000 zjechaliśmy na 1000 rub).

 

Szybki załadunek i powolna jazda po tych wertepach, co by Wojownik się nie wstrząsnął za bardzo. W trakcie jazdy dowiaduję się, że Igor z siostrą i szwagrem prowadzą turbazę  gdzie będę mógł spać, mają też garaż, gdzie Wojownik będzie czekał na naprawę. Opatrzność nadal czuwa nade mną. Dojeżdżamy na miejsce. Wojownika do garażu, ja na kwaterę, czyli starą chatę zamykaną na haczyk.

 

Bez bieżącej wody i kanalizacji. Toaleta "w ulicy" to wychodek z dziurą w podłodze. Umywalka to pojemnik z wodą zawieszony nad umywalką, a pod spodem wiadro. Wodę do tego urządzenia donosi się z metalowej beczki przy bramie. Ale jest za to bania super wynalazek. Człowiek się zrelaksuje, umyje i opierze. Miejsce do spania 300 rub. Bania 100 rub. Garaż nie wiadomo jeszcze. Ale rodzina sympatyczna.

 

Na kolację pierwszy omul, pyszny. Pierwsza bania - do tego trzeba się przyzwyczaić - trening czyni mistrza.

Miejmy nadzieję, że to nic poważnego i Maciek będzie mógł kontynuować podróż.

 


8.07

 

"Olchon, Pierwszy omul, pierwsza bania i pierwszy raz Wojownik nie dowiózł mnie do celu. Poszło sprzęgło. Jutro będę wiedział co. Pzdrawiam"

 

"diagoza-sciete kliny w zebatce zdawczej sk.biegow. jutro bede szukal w stolicy wyspy olchon.pozdrawiam"

Dasz radę , bo nie może być inaczej...

 

 Poranek słoneczny. Pierwsze ćwiczenia z kucania i wstawania w WC. Na początek urwałem uchwyt. Przypuszczam, że pod koniec pobytu oberwane będą wszystkie wystające  elementy w toalecie. Policzyłem je i wyszło że starczy mi na dziesięć kucnięć. Idę do garażu i zabieram się do rozbierania sprzęgła. Pasek zębaty cały, tarcze w oleju.

 

Czyszczę je i składam sprzęgło. Napędu cały czas nie ma. Szybkie konsultacje z Andrzejem z GWtech. Biorę się za prawą stronę. Zdejmuję pokrywę z łapą sprzęgła i wszystko jasne.

 

Ścięte kliny na zdawczym kółku zębatym skrzyni biegów. Przylga z głębokimi bruzdami, po klinach nie ma śladu. Dlaczego tak się stało? Oto jest pytanie. Wniosek. Musiała odkręcić się nakrętka trzymająca kółko zębate. Dlaczego? Na to pytanie będę szukał odpowiedzi po powrocie. Teraz najważniejsze to poszukać kliny. Jutro może coś się znajdzie we wsi. Widziałem paru tutejszych motocyklistów. Idę na pieszą wycieczkę poznać Chuzir i okolice. Przyroda jest piękna.

 

  

Mimo tabunów turystów nie daje się jeszcze zniszczyć. Pytanie jak długo? Wszystko nastawione jest na turystów. Każdy chce uszczknąć coś dla siebie z tego tortu. Totalny bałagan w budownictwie, każdy buduje jak chce i co chce. Jest drogo i bardzo brudno (turystyczne śmieci).

 

Jest nawet internet 3 rb za minutę, ale bez możliwości wysyłania zdjęć.

 

W nocy pobudka, przyjechali turyści i potrzebują czajnika i dostępu do kuchni. Okazało się, że te urządzenia jako jedyne w turbazie są w moim bungalowie.

 

Tu też krowy są wszędzie. Poza dojeniem są samoobsługowe, same wychodzą na pastwiska, same wracają, muczą, samochody im ustępują wszędzie, chodzą gdzie chcą.

 

Trzeba uważać pod nogi by nie wdepnąć w pozostałości ich spacerów.  

 


9.07

 

"Jutro wycieczka autobusowa do Irkucka. Mam nadzieję że przyjaciele cos podbiora. Naped stracilem moment po tym jak Wojownik wciagnal nas pod stroma gore. To jest PRZYJACIEL. Obiecalem mu po powrocie naj lepsza klinike pieknosci. Jest PIEKNIE. Pozdrawiam"

  

Wyrazy uznania. 
Niewielu z nas byłoby stać na takie stwierdzenie po TAKICH przejściach.
Ale Maciek to motocyklista z krwi i kości, na Wojownika nie da powiedzieć nic złego 
Trzymam kciuki.

  

Cholera, kruca bomba.
W ostateczności, możemy wymontować z Białej Damy i wysłać jakimś gołębiem.
Maciek daj znać jak będzi trzeba coś zorganizować.
Pozdrawiam.

 

Opowiesci o twojej wyprawie koluja juz w niemcowni ,jak ostatnio opowiedzialem o tym kumplowi z Black Devils to kopara mu opadla

 

W Sant.Petersburgu też o Tobie opowiadaliśmy w klubach motocyklowych.

 Ależ mam radochę jak opowiadam znajomym
Maciek pozdrawiam, fotki pobudzają wyobraźnie

 

Maciek ja opowiadalem o Tobie mojej siostrze, chce byc Twoja zona

  

Wyprawa jak wyprawa , takich jest na pęczki ale..... wyprawa oldtimerem a nie wypasionym turystykiem to jest dopiero przygoda . Zazdroszczę , ja wyznaje zasadę "im gorzej tym lepiej " . Macku miałeś tych gorzej sporo ale wszystko sie dobrze skończyło . Szczęśliwego powrotu .

  

Rano znowu melduję się w garażu i patrzę jak sroka w gnat w miejsce gdzie powinna być zębatka. Od patrzenia niestety kliny się nie znajdą. Igor deklaruje się, że poszuka u miejscowych (zna ich lepiej niż ja). To znaczy, że ja mam wolne i idę na spacer na plażę pod skałę Szamankę. Widoki pocztówkowe. Robię sporo zdjęć także miejscowych kwiatków. Sporo plażowiczów, bardzo mało kąpiących (woda zimna).

Ja tylko moczę nogi i koszulki wyprawowe w ramach bardzo małej edycji limitowanej (2 szt.).

Niestety Igor żadnych klinów nie znalazł. Dzwonię do Farnika do Irkucka i tłumaczę, w czym mam problem. Że potrzebne są kliny i pasta do docierania zaworów. Dla niego to nie problem. Umawiamy się, że jadę następnego dnia pierwszym busem , a on przygotuje co trzeba. Jeszcze mam przeprowadzkę do drugiego domku, gdzie nie będę blokował dostępu do kuchni. Mam teraz pokój jednoosobowy na piętrze z widokiem na wieś a jak się wychylę to widać także jezioro. Miejscówka lepsza. Zapisuję się jeszcze na kurs marszrutki do Irkucka i z powrotem (taka forma rezerwacji i dokonuję przedpłaty na jazdę, 600 rb w jedną stronę). W turbazie u Nikity odkrywam Wi-Fi za 120 rb. za 24 h. Po tylu wrażeniach padam na łóżko jak zabity z myślą, żeby nie zaspać jutro i zdążyć na marszrutę.

  


10.07

 

"Wracam z Irkucka z dorobionymi klinami i pastą do docierania wałka z kołem zębatym. Wszystko dzięki szefowi Tornado Irkuck. Jutro składanie Wojownika."

  

"Dzięki. Ale dostęp do części w kraju mam z pierwszej ręki i kontakt ze wsparciem technicznym mam online. Problemem jest tylko czas dostawy przesyłki na ten koniec świata. Ważne, żebyśmy razem wrócili. Jutro docieram wałek z zębatką, zakładam wyrzeźbione kliny i ..... Pozdrawiam"

 

Ja piernicze!!! szczeke mam gdzies daleko na glebie za soba normalnie...
Maciej, juz Ty wiesz co...

  

Podziwiam Cię i brak mi już słów. Zaczynam się zastanawiać, jak dożyłem dzisiejszego dnia, tyle wyzwań świadomie omijając. Czy dalej jestem sobą ? 

 

Pobudka. Szybkie coś na ząb i truchtem na punkt zborny. Wyjazd o 7.30. Teraz mogę przypatrzeć się kierowcom z innego punktu  niż siodło motoru. Jeżdżą jak szaleni cały czas się spieszą, muszą nadrabiać stracone minuty na liczne przystanki do celów prywatnych.

 

W Irkucku jestem o 13.30. mam tylko 2,5 h na powrót na dworzec autobusowy bo inaczej czeka mnie noc w mieście i jeden dzień w plecy. Telefon do Farnika i szybka jazda z nim oczywiście na motorze do jego garażu. On pracuje szlifierką kątową, a ja pilnikiem ręcznym dopasowuję kliny do koła zębatego. Spociłem się bardzo.

 

 Ale w 1.2h spasowaliśmy 4 kliny (2 na zapas). Znowu siadamy na motor i szybka jazda do miejsca, gdzie kupuję bilet na kolej transsyberyjską. Chciałem kupić bilet do wagonu bez przedziałowego tzw. plackarta, ale panie wybiły mi to z głowy argumentem, że jest tylko jedno miejsce na piętrze i przy wc. Zamiast 6000 rb zapłaciłem 12.000 rb. Tyle, co bym zapłacił za bilet lotniczy na tej samej trasie. Poznawanie świata i ich atrakcji kosztuje. W ten sposób pozbyłem się prawie całej gotówki. Przy dworcu autobusowym próbuję pobrać kasę z bankomatu, ale automat nie może dogadać się z moją kartą. Sytuację ratuje Farnik pożyczając mi pieniądze. Dzięki Bracie. Był to już najwyższy czas. Wsiadam do busa i jazda w drogę powrotną. W Chuzir jestem o 23.00. W czasie drogi powrotnej dzwoni Anry. Było to bardzo miłe i od razu poczułem się lepiej.

 


11.07

 

"Wojownik poskładany. Zawory wyregulowane (trzeba było bo luz znikł). Jazda próbna wieczorem na ich najwyższą górę jutro. Acha było jeszcze spawanie wg instrukcji grupy wsparcia technicznego. A teraz już był omul, piwo i postala bania. A dalej to już spanie."

 

I tak miało być. Dla Nich, Maćka i Wojownika nie ma czegoś nie do przejścia. 

 

Czas zabrać się do roboty.

Przyjmuję dogodną pozycję, czyli siadam na stołku, smaruję pastą wałek i kręcę kołem w prawo, w lewo przez 2 godziny.

 Usuwam w ten sposób przyspawane pozostałości klinów aż do zabielenia powierzchni. Upierdliwa robota. Pozostają tylko głębokie rysy i ubytki. Składam wszystko w całość, wisząc na kluczu całym swoim ciężarem. Ponieważ wałek zdawczy ze skrzyni biegów i tak jest do wymiany postanawiam spawaniem zabezpieczyć koło przed odkręceniem. Szkopuł w tym, że moi gospodarze nie mają spawarki, a najbliższa jest 500 m dalej we wsi. Pozostanie wyjście z ukrycia i pchanie Wojownika. Tak jak przypuszczałem wzbudziliśmy sensację i w towarzystwie gapiów docieramy na miejsce.

 

Spawanie gratis i powrót do garażu w trochę większym gronie fanów. Założenie osłony z łapą sprzęgła to tylko chwila. Dołożyłem Wojownikowi jeszcze regulację zaworów. Igor tym razem nie mógł sobie odpuścić pomocy. Kręcił kluczami jak stary mechanik i nic nie ukręcił. Na dziś wystarczy. Jazda próba przełożona na jutro.

Zapisuję się na całodzienną wycieczkę samochodową na Chaboj. Koszt 600 rb. W pakiecie piknik-taki standard.

 Dziś pogaduchy przez telefon z Bocianem. Bardzo miło, że nie zapomniał o mnie.

  


12.07

 

"Po jednej wycieczce (w pakiecie piknik i susły na wyciągnięcie ręki). Wojownik odpalił i pojechaliśmy na sesję zdjęciową ze skałą Szamana w tle. Linka hamulca ręcznego się zerwała. Dobrze, że jest na wyposażeniu małego mechanika motocyklowego. Jutro wycieczka nad jeziora. Pozdrawiam. Widoki!!!"

  

Linka hamulca ręcznego

 

   Wyjazd na wycieczkę przeciągnął się z powodu zbierania kompletu pasażerów. Widać gołym okiem że biznes wycieczkowy jest skoordynowany tak samo, jak przejazdy marszrutami poza wyspę. Niby jest wiele punktów gdzie zamawia się wycieczki i tak wszyscy trafiają do "jednego worka". W busiku z napędem na 4x4 jedzie 9 pasażerów. Jedziemy wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy podziwiając widoki z malowniczych klifów. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie w czasach sajuza był łagier, do którego zsyłano między innymi świadków Jehowy. Według przewodnika byli tu także Polacy. Nawet miał przyjemność jednego z nich wozić po wyspie w ramach wspomnień.

Śladów po obozie jest niewiele. Zostały resztki molo i jakieś fragmenty baraków. Miejsce na obóz sowieci wybrali paskudne bo piaszczyste. Jedyne takie miejsce jakie ja widziałem na wyspie. Dalej były skały Trzech Braci.

 Busików z turystami jest wiele. Na jednym z widokowych postojów spotykam troje Polaków, którzy pociągiem zmierzają do Szanghaju, robiąc po drodze przystanki na zwiedzanie.

Chaboj najbardziej wysunięta na północ część wyspy z pięknymi widokami z klifów na jezioro z małymi wysepkami. Na tych wysepkach królują ptaki i foki.

 

 

My podziwiamy widoki, a nasz kierowco-przewodnik pichci zupę ucha.

Krowy tu też są. Plażują nad brzegiem jeziora. Fajny widok.

Zupa świetna. Dodatkową atrakcją jest suseł, który wyszedł z norki i też bierze udział w naszym pikniku.

 

  

 

Trafia się fanka koszulki podróżniczej (brawo Brein) i robimy sobie wspólne foto.

Droga gruntowa jest ekstremalna, porównałbym ją do drogi czołgowej z koleinami, dołami, w których człowiek może się schować. Przydaje się napęd 4x4, blokada tylnego mostu i sk. redukcyjna. Wrażenia z jady bezcenne - to dodatkowa atrakcja oprócz widoków i obcowania z jeszcze dziką przyrodą.

Wracam ok.18.

 

Czas na jazdę próbną i sesję zdjęciową Wojownika. Ale wpierw jadę do CPN na tankowanie. Kierownik widząc moje blachy przyznaje, że mama była Polką. W tej części Syberii spotykam wielu ludzi, którzy mają polsko brzmiące nazwiska albo przyznają się do polskich korzeni. Jadąc przez wieś oprócz kurzu wzbudzamy jak zwykle małą sensację. Nie tylko Wojownik miał sesję zdjęciową, ale turyści także korzystają z fotogenicznego motoru.

 

 

Spotykam Słowaka, ale ze zrozumienie go mam kłopoty. Rosyjski idzie mi lepiej. Przy powrocie zrywa mi się linka hamulca ręcznego. No i mam nowy kłopot. Dobrze, że mam w zestawie małego mechanika linkę zapasową. Ale tym zajmę się jutro. Jeszcze zamawiam sobie wycieczkę na jutro nad jeziora wewnątrz wyspy. Cena także 600 rb i także z piknikiem. Jeszcze mam telefon od Michała, który na wieść o moich problemach chce wyjmować części ze swojej wuelki i wysyłać do mnie. Wielkie dzięki.

 


13.07

 

Nie udaje się wyjechać o czasie. Problemy z obsadą wolnych miejsc w samochodzie. Tym razem wieźć nas będzie lekko przechodzona łada Niwa. Tym razem trasa wycieczki wiedzie przez malowniczy step na zachodni brzeg wyspy. Kierowca zostaje przy ognisku, a my spacerem schodzimy nad brzeg Dużego Morza.

 

Ścieżka prowadzi przez bardzo kolorowe i pachnące łąki i las ze skałami w tle.

Tu plaża jest kamienista a woda bardzo zimna. Można pić bezpośrednio z jeziora. Piłem i żyję.

  

Wracamy na obiad na pyszną ucha. Po obiedzie kierunek jezioro Szur Nur podobno lecznicze. Ludzie smarują błotem, co ich boli i podobno pomaga. Ja też tam byłem i to robiłem, ale nie pomogło.

 

 Chyba byłem za krótko. Spotykam znowu Polaków. Tym razem to studenci, którzy jadą pociągiem do Ułan Bator.

 

W drodze powrotnej jedziemy wschodnim wybrzeżem przystając w urokliwych miejscach.

 

Po powrocie zabieram się za wymianę linki hamulcowej. I tu mam problem. Linka jest za krótka. Ciekawe, do czego ona może być? Chodzę po wsi rozpytując o możliwość zakupu bądź naprawy. Najbliższy sklep z linkami jest w Irkucku. To znowu 300 km w jedną stronę. Jednak dostaję namiar na człowieka, który może pomóc. I mi pomaga i znowu gratis. Teraz linka pracuje lepiej i skuteczniej.

Czekając na Igora, który wyjechał z popsutym samochodem do Irkucka zaglądam w boczne uliczki.

 

  

 

Nie ma go już 3 dni i lada moment ma przyjechać. Mamy porozmawiać o wywiezieniu nas do promu a najlepiej by było do asfaltu na stałym lądzie. Mam coraz większe ciśnienie na powrót. Brakuje mi  jazdy na motorze. Zdobywam telefon do księdza Karola z Wierszyny.

 


14.07

 

"Witam. Zeby nie bylo latwo to zestaw m.mech. mial linke ale za krotka. Znalazl sie koles o nazwisku Wlasow co dorobil zakonczenie linki. No i teraz jest ok. Ja juz spakowany. Jutro Igor wywozi mnie do asfaltu (100km w jedna strone) za paliwo. W drodze do Irkucka mysle zachaczyc o Wierszyne. Teraz juz tylko kierunek dom. Pozdrawiam"

 

Maciek do domu to i ślepy koń dowiezie , a co dopiero Wojownik. Na pewno będzie wszystko dobrze. Już teraz tylko Transyberyjska i Moskwa, a potem z Moskwy, po takiej trasie, to już rzut beretem. Trzymamy kciuki. 

 

  

Dzień zaczyna się tak jakoś nijako. Już bym chciał jechać a Igora jak nie ma tak nie ma. Idę na południowy kraniec wsi. Tam mnie jeszcze nie było. Wchodzę na teren zakładu rybnego i portu rybackiego. Obraz nędzy i rozpaczy. Kutry to teraz już tylko złom a molo? Niewiele z niego zostało i można popatrzeć z bliska na to, jak molo zostało zbudowane (przekrój jak na dłoni).

 

Potem idę na klify popatrzyć na skałę Szamankę z innego miejsca i poprawić sobie nastrój. Jeszcze piękniej się prezentuje.

 

Robię sporo zdjęć na pamiątkę. Dostaję złą wiadomość od Igora. Kamień uszkodził instalację hamulcową w jego gruzawiku i nici z wywożenia Wojownika z wyspy. Trzeba czekać do poniedziałku. A ja czekać nie mogę. Igor widząc moją minę mówi, że pójdzie popytać sąsiada, czy pożyczy samochód na jutro. Gospodarze szykują się na jutro z otwarciem nowego biznesu baru. Jest w końcu i dobra wiadomość. Sąsiad pożyczy samochód, a ja zatankuję tylko benzynę za 500 rb i będzie ok. Rozliczam się z gospodarzami (2400 rb za 8 nocy, a banię i garaż mam gratis). Idę się pakować. Potem zjeść ostatni bajkalski zestaw kolacyjny-omul i piwo. Jestem gotowy. Tylko trzeba doczekać jutrzejszego dnia.

  


15.07

 

"Pierwszy i najważniejszy news to że zostałem dziadkiem. Drugi to że zjeżdżając z promu po dwóch tygodniach spotkałem Zenię z Kemerowa (jechał z kompanią na Olchon). Trzeci to śpię w w wierszynin"

 

Dziadek,to brzmi dumnie.
Gratulacje 

 

Gratulacje Maćku 
A za parę(naście) lat Twój wnuk pochwali się w szkole że jego dziadek pojechał na Sybir... motocyklem 

 

Qrcze, wyobrażacie sobie mieć dziadka, który zamiast bajki na dobranoc opowiada o wyprawie na Syberię starym Harleyem?? A gdyby się dał zaprosić na lekcję do szkoły - kumple zazdrość, koleżanki całusy tudzież (no nie rozpędzajmy się). 
Maćku GRATULUJĘ, chociaż nie wiem czego bardziej - tego co prawie za Tobą (wyprawa), czy tego co przed Tobą - bycia dziadkiem (nie wiedziałem jak to nazwać - dziadostwo??, dziadowanie??)

  

Dziadku Maćku, gratulacje.

Fajne są twoje opisy i komentarze,
opowiadasz jakbyś spacerowal po ogródku:
- na lewo koperek, a tu tajga 
- na prawo sadzawka, a to morze
- o złamany krzaczek, a tu pękła rama 
Nie mogę, wracam i czytam od nowa.

 

Z samego rana czekam aż u gospodarzy zacznie się ruch. Mam doskonały widok z tarasu mojego bungalowu na dom gospodarzy. By odciążyć bagażnik szykuję sobie podręczny plecak, który od dziś będę miał z przodu na klacie. Pakuję resztę klamotów na motor i wypychamy z garażu do ciężarówki. Igor korzysta ze swojego dźwigu, by Wojownika umieścić na pace.

 

Bierzemy jeszcze drzwi, które będą robić za rampę. Żegnam się z gospodarzami. Żal odjeżdżać, ale trzeba jechać. Odwozić mnie będzie szwagier Igora, Sasza. Tankujemy i w drogę powolutku po tej "autostradzie". Dojeżdżamy do miejsca, gdzie straciłem napęd. I tu od Saszy dowiaduję się, dlaczego tak się stało. Za awarię odpowiadają złe duchy Buriatów, mieszkające w tym miejscu. Bardzo dużo pojazdów w tym miejscu się psuje. Koła, opony, zawieszenia dosłownie wszystko w tym miejscu może odmówić współpracy. Tu trzeba składać ofiary, by udobruchać mieszkające duchy.

Tak też zrobiłem, mając nadzieję, że złe będzie mnie pamiętać, jak kiedyś znowu tu zawitam. Dojeżdżamy do promu. Sasza parkuje tyłem pod skarpą drogi, przerzucamy drzwi i robi się bardzo wygodny i szeroki zjazd dla Wojownika.

Obserwuję kierowców czekających w kolejce na prom. Powoli szczęki opadają w dół. Robimy show z odpalaniem. Tu odkręcić, tam coś przekręcić, tu kopnąć, znowu coś przestawić, inny dinks przekręcić, znowu coś dokręcić i wreszcie kopnąć energicznie. I słyszę patataj i uderzenie szczęk o asfalt i jęk zawodu, że za pierwszym razem odpalił. Kibice będący przy odpalaniu mieli zawsze nadzieję, że się nie uda od pierwszego kopa. Wojownik ma swój honor i pokazuje swój charakter. Koniec show. Jedziemy na początek kolejki. I to co zwykle pytania, foto itd. itp. Właśnie dostaję wiadomość, że zostałem DZIADKIEM wnusi. Dziadek brzmi dumnie, zwłaszcza taki młody jak ja. Kiedy dopływamy do stałego lądu dopiero teraz mogę podejść do motoru. Odpalam i zjeżdżając  widzę grupę motocyklistów, którzy krzycząc i machając rekami biegną w moją stronę. Myślałem, że będzie gorąco. Ale to Żenia z cyklu ?jaki ten świat mały? 2000 km i 2 tygodnie później biegnie się przywitać.

Jedzie właśnie z kompanią na kilka dni na Olchon. I zaczyna się, zawracaj, będą imprezy itd. itp. Ciągnie motor z powrotem na prom. Chętnie, ale ja do wnuczki, bilet na pociąg, praca i syrena z promu przekonuje go, by mnie opuścić i pojechać za towarzystwem. Uff naprawdę było gorąco.

Ruszam w drogę powrotną z zamiarem dojechania dziś do wsi Wierszyna. Dzwonię do ks. Karola zapowiadając swój przyjazd i z zapytaniem o pogodę. Słyszę w słuchawce, że nie pada. Teraz droga już mnie nie zaskakuje, znam ją, raz na motorze i dwa razy marszrutką. Pogoda niestety się zmienia. Skończył się parasol ochronny Bajkału. Czas założyć wdzianko. W połowie drogi znowu dzwonię do ks. Karola z pytaniem o deszcz. Ksiądz zapewnia o tym, że nie pada. Zasięgam opinii miejscowych o drodze do Wierszyny i którą drogę najlepiej wybrać. Wskazują na jedną z możliwości, zapewniając o jej bardzo dobrym stanie. No cóż, czas powiedzieć, sprawdzam. Skręcam z głównej drogi na lokalne asfalty, raz gorzej, raz lepiej, ale asfalt jest do momentu, jak zabrakło na pięciu odcinkach kilkukilometrowych. Mijam ostatnią wieś przy asfalcie i czas skręcać w 18 kilometrowy szutrowo-gliniasty odcinek. Deszcz teraz tylko siąpi i zapada zmierzch. Motor ślizga się na tej glinie, coraz gorzej widzę (szarówka). Czas na odpowiedź na pytanie, co dalej.

Nie mam szans dojechać motorem. Zresztą szkoda mi Wojownika. Ale być tak blisko i nie być choć przez kilka godzin to grzech. 200 m od drogi stoi kilka chałup, z daleka wyglądają na opuszczone. Idę na zwiad. Spotykam kilkoro młodych lekko podciętych i pytam o możliwość zostawienia motoru i odwiezienia mnie samochodem do Wierszyny. Popytają się i przyjdą z odpowiedzią. Po kilkunastu minutach podjeżdża starszy gościu i mówi, że motor mogę zostawić na podwórku u niego a on za 5 litrów benzyny zawiezie mnie do celu. Dojazd do tego podwórka motorem ze sprzęgłem w nodze to problem. Rozjeżdżona z głębokimi koleinami podmokła łąka to duże wyzwanie dla nas. Jadąc i będąc pchanym przez miejscowych dojechałem do miejsca garażowania. Podwórko zarośnięte chwastami po pas. Z wrośniętymi zardzewiałymi maszynami pamiętającymi chyba Chruszczowa. Zaczynam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem i czy jutro będę miał, po co wracać. Słowo się rzekło kobyłka u płotu. Przesiadam się z podręcznym bagażem do samochodu, który lata świetności ma bardzo daleko za sobą. Na stacji paliw okazuje się, że te moje 5 litrów nie było w stanie wygasić rezerwy. Znaczy to, że tu się jeździ na oparach. Jazda po wariacku obyła się bez problemów, mimo tego, że samochód nie raz jechał bokiem. Na miejscu byłem po 24. Potem długie Polaków rozmowy i zdrowie wnusi. Ten dzień był długi i pełen wrażeń. 

 


16.07

 

"Wracam, Znowu jestem w Irkucku. Po kolacji, po piwie. Wojownik odpoczywa w garażu, ja w łóżku a za oknem deszcz. Pozdrawiam"

 

Rano budzę się z myślą, czy Wojownik nie został zabrany w jasyr. Pada. Cd. nocnych rozmów. Podczas śniadanie degustuję wędliny miejscowego masarza. Dostaję namiary do ks. Michała - Słowaka, który może załatwić nocleg w kurii w Irkucku. Jeszcze spacer po wsi i łapię stopa.

   

Z duszą na ramieniu prawie biegnę do chałupy nocnego spoczynku Wojownika. Uff. Jest w stanie nienaruszonym. Szybkie zbieranie się, bo zaczynają się schodzić kibice i to ?wczorajsi, przedwczorajsi a może przed przedwczorajsi? nie będę pytał. Jeszcze pomagają dopchać mnie do wczorajszej drogi. Ślizgając się dojeżdżam do zbawczego asfaltu. Tu na stacji dogania mnie ksiądz Słowak wyżej wymieniony i umawiamy się w katedrze.  Pojawia się słoneczko i robi się bardzo przyjemnie. Podziwiam widoki i zapachy.

 

Jest pięknie. Bez problemów dojeżdżam do Irkucka. Ale w mieście jazda to duże wyzwanie i nie należy do przyjemności. Problemem jest jakość asfaltu i kultura kierowców. W ruchu nikt nie szanuje takich dziadków jak my. Co innego na postoju. Wtedy kierowcy zmieniają się o 180 stopni. Trochę błądząc docieram na miejsce. Wojownik dostaje suchy garaż a ja łóżko. Mam problem. Żarzą się kontrolki, bateria ma tylko 5,5  v. Zobaczymy co przyniesie jutro. Idę spać.

 


17.07

 

"Witam. To wnuczka a dziadek ( mlody ) brzmi dumnie. Wlasnie oddalem Wojownika na bagazowy pociag a sam sobie zafudowalem na jutro calodzienna wycieczke krugobajkalka. Z Irkucka wyjezdzam 20.07. W Moskwie bede 24.07 w nocy a Wojownik 24 h pozniej. Potem w planie Smolensk, Minsk ,Grodno, potem spotkanie Lapach, a dalej to juz DOM"

  

Wyobraźnia taki mi podsuwa obraz.. Jedzie zmęczony, szczęśliwy, zapachem ziemi polskiej z lekka oszołomiony, bliskością domu Wojownik dzielny, aż tu nagle zza zakrętu wyłania się tyraliera, jedna za drugą, trzecią, po horyzont Vulcaneiros. Etapami, zmieniając się, odprowadzają Go do domu....

 

I krakowiacy!!... i na poduszkach!! .... Matko, ta wyobraźnia 

  

Co ? Że jak ? Że niby nowy most gdzieś kiedyś ?,i że paszporty,w tany jakieś,tam pląsy, coś tam, że niby ja ? A gdzie tam, żebym ja tak, nie, aż tak to nie, nie ...ja tylko tak, nieśmiało taką skromną wizję miałem... 
A tak już serio,to nie wyobrażam sobie, by nie być gdzieś na trasie przejazdu Maćka. By choć przez kilkadziesiąt kilometrów nie mieć zaszczytu uczestniczenia w honorowej eskorcie. 
Może to się wydać dziwne, ale wiele Mu zawdzięczam.

 

Po śniadaniu udaję się na zwiad na dworzec kolejowy. Tramwajem to kilka przystanków i 12 rb. Lokalizuję  wszystkie miejsca, które muszę odwiedzić i zawieram znajomości z urzędniczkami, by Wojownika sprawnie wysłać do Moskwy. Wracam po motor i już na 2oo melduję się w spedycji kolejowej. Swoim przyjazdem zakłócamy pracę spedycji. Grono gapiów rośnie a ja zaczynam walkę z biurokracją. 

 

  Problemem jest nadbagaż Wojownika w papierach ma 260 kg, ale w drodze przytył trochę i na wadze wyszło 330 kg. Trochę kręcili nosem, że za duża nadwaga (dopuszczalna waga to podobno 160 kg), ale papiery na przewóz i do kasy wystawili. Jeszcze z pakowaczami ustaliliśmy, że paliwo "zostało" spuszczone. Z pakowaniem wyszło niecałe 8.500 rb.

Dzwonię do Farnika - jestem mu winien kasę oraz chcę się z nim pożegnać.  Przyjechał, oczywiście nomadem, zwracam dług i dostaje w prezencie koszulkę z naszymi podobiznami tzn moją i Wojownika. Jeszcze funduję sobie na jutro wycieczkę koleją krugobajkalską za 1200 rb w pierwszej klasie, ale niestety o pikniku muszę zapomnieć (trzeba brać własny prowiant). Jeszcze jedna jazda w roli plecaka. Żegnamy się. Mam dzwonić, jak dojadę do domu.

 

Przebieram się za turystę i jadę w miasto po drodze wstępując do spedycji sprawdzić, czy Wojownikowi nie dzieje się krzywda. Nie dzieje się. Już nawet jest częściowo opakowany w wyszczuplająca czarną folie.

 Odwiedzam rynek i robię zakupy na jutrzejszy wyjazd. Robię sobie dalszy ciąg poznawania topografii miasta, czyli podziwianie drewnianej architektury miasta

Dziś na kolacje zafundowałem sobie sało, boczek, piwo i ich doskonały chleb. Pyszne! Powtórzę sobie to samo jutro.

 


18.07

 

Na dworzec jadę o 7. Hala dworcowa, z początku pusta, wypełnia się powoli pasażerami. Na hasło o odjeździe mojego pociągu wszyscy ruszają na peron. W wagonie bez przedziałów wszystkie miejsca są zajęte. Ruszamy wpierw do Sljudanki, gdzie następuje zmiana lokomotywy i kierunek jazdy. Podziwiamy budynek dworca, zbudowany z białego marmuru.

 

Inwestor miał taki kaprys. Dalsza podróż jest powolna, byśmy mogli podziwiać mijane krajobrazy i zapomniane wioski, jednocześnie słuchając przewodniczki, opowiadającej o historii budowy kolei transsyberyjskiej. Częste postoje mają pomóc w lepszym poznaniu skali przedsięwzięcia i podziwianiu przyrody.

 

Ponieważ na trasie brak peronów, prowadnice podstawiają normalne drabinki malarskie ułatwiające wsiadanie i wysiadanie z wagonu.

 

Spotykam Polaka z Gdańska, który na własną rękę przyleciał do Irkucka na kilka dni na wycieczki wokół Bajkału. Można? Można jak się chce. Mam także spotkanie z cyklu "jaki ten świat Mały" z dwoma rosyjskimi małżeństwami, z którymi podziwiałem Olchon. Podróż pociągiem kończy się w porcie Bajkał, gdzie przesiadamy się na statek. Przeprawiamy się przez wyjście Angary do Listwianki.

 

    

Dalej to autobus i w 1,5 h jestem w Irkucku. Na kwaterze spotykam dwóch kajakarzy z Polski, którzy są po spływie a przed pieszą wędrówka po górach. Tak też można.

 


19.07

 

"Witam. Juz czytal. Wczoraj wycieczka koleja krugobajkalska i nastepne spotkanie pod "tytulem jaki ten swiat maly".Spotkanie na kwaterze z dwoma kajakarzami po splywie a przed wycieczka piesza. Dzis ogladalem poczatek Angary i muzeum historii Bajkalu. A nawet zanurzylem sie na glebokosc 1637m. Wojownik juz w drodze a ja jutro. Pozdrawiam"

 

Jakaś winda??

  

Dziś kierunek Listwianka. Dwoma tramwajami dojeżdżam do dworca autobusowego, gdzie za 100 rb zabieram się marszrutą do Listwianki. Jedziemy drogą, którą zbudowano na przyjazd prezydenta USA. A on nie przyjechał.

 

      

  Odwiedzam muzeum historii Bajkału. Bardzo ciepło przewodnik mówił o Polakach, którzy na carskim zesłaniu zajmowali się badaniem fauny i flory Syberii. W akwariach pływa to, co pływa w Bajkale, a czego nie widać z ziemi: omule, jesiotry, śmieszne foki, i jeszcze wiele innych ryb, których nazw zapomniałem (nie jadłem to zapomniałem). Potem długi spacer do postoju marszrutek i powrót do Irkucka. Znowu funduję sobie spacer po mieście wśród starych drewnianych domów.

 Jakiś magnes mnie tam ciągnie.

  


 

 

Druga cześć relacji z wyprawy dostępna jest TUTAJ 

 

    2017  Motopodróże Maćka